2 lipca 2013

Calvin Klein Obsession – w objęciach klasyki.

Są zapachy, które najlepiej przemilczeć, o innych można wspominać, o jeszcze innych najlepiej zapomnieć. Są jednak kompozycje, którym czas niestraszny, a i mówić o nich można w nieskończoność. Z tejże właśnie okazji podejmuję się drugiej w swoim życiu rozprawy o Obsession od Calvina Kleina.

Nie skłaniam się ku teorii, że wyznacznikiem klasy zapachu jest skrajność opinii na jego temat, ale muszę przyznać, że w tym wypadku to całkiem niezły wyznacznik. Bez wątpienia Obsession jest zapachem, który się kocha, albo nienawidzi, choć w obu przypadkach zalecam dużą dozę szacunku. Mocny, charakterystyczny, trwający w swojej legendzie mimo upływu lat.

Dane było mi wąchać zapach jeszcze sprzed ostatniej reformulacji (bardzo brzydkie słowo) i, o dziwo, różnicę czuję na plus, bo to, co w starym Obsession czasami mi przeszkadzało, czyli mgliste wspomnienie mokrej piwnicy zostało ulepszone do rangi nieco bardziej suchego, acz wciąż świdrującego i piekielnie dającego po nosie.

Pierwsze pięć minut z Obsesją może być faktycznie trudne dla niewprawionych w ciężkie aromaty nosów. Tak szeroko wyczuwalna woda kolońska dla mężczyzn to w gruncie rzeczy atak zielonych nut i uderzenie bazylii, uprzedzające już na samym starcie z jakim kalibrem noszący ma do czynienia. Wejście jest mocne i dla niektórych zniechęcające, ale warto przeczekać ten moment, aby poznać całą głębię kompozycji.

Bo spod tego męskiego prochowca wyłania się nagle całe ciepło orientu…zdecydowanie w wersji kobiecej. Pod kolendrową kołdrą kwitnie kwiat pomarańczy, sunący się po zapachu wręcz miodowo, a wszystko to w oparach wysokiej klasy kadzidła. Całość nadal utrzymuje klasyczny sznyt, wytrawność dodatkowo podkreślona wetywerią trzyma całe ciepło w klasycznych ramach. Bazowa wanilia to po dzień dzisiejszy jedno z moich ulubionych ujęć tej nuty w perfumach – sucha, elegancka, absolutnie nie mdląca.

Podobno były takie dni, kiedy przed Obsession uciekałam, bałam się, zdzierałam ze skóry przytłoczona mocą. Niczego takiego nie pamiętam dziś, bo każde zanurzenie nosa w skórę utwierdza mnie w przekonaniu, że tak muszą pachnieć Indie, tak pachnie wełniany szalik późnojesienną porą i łóżko zalane słońcem. Mimo wszystko zalecam naprawdę sporą dozę ostrożności przy aplikacji, bo to zapach z kategorii mocno wyczuwalnych przez otoczenie nawet przy najmniejszej użytej dawce.

Nuty: nuty zielone, mandarynka, wanilia, brzoskwinia, bazylia, bergamotka, cytryna, przyprawy, kolendra, drzewo sandałowe, kwiat pomarańczy, jaśmin, mech dębowy, cedr, róża,  ambra, piżmo, cywet, wanilia, wetyweria, kadzidło.
Rok premiery:  1985
Twórca:  Jean Guichard
Cena, dostępność, linia: woda perfumowana dostępna w pojemnościach: 30, 50 oraz 100 ml.
Trwałość: świetna, powyżej 10 godzin

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

37
Dodaj komentarz

Please Login to comment
avatar
36 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
natalianatalia fendiEDYTA PAWLOWSKAAnonimowyVintarus Proximus Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Fashionectic
Gość
Fashionectic

Ja mam chyba uczulenie na ten zapach, dosłownie. Moja mama go ma, na (moje) szczęście używa rzadko, ale sam jego widok w łazience przyprawia mnie o nieprzyjemny dreszcz. Poza tym ten flakon…porażka i jeszcze ta nakrętka (?) z miękkiego plastiku, jak dla mnie- 'fuj', ale jednocześnie w pełni rozumiem, że ktoś może być nim zafascynowany (zapachem, nie flakonem :D), bo kompozycja jest ciekawa.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

smród starości

Moskievsky
Gość
Moskievsky

A dalej już tylko halucynacje i śmierć z niedożywienia…dla Ciebie trud skończon, drogi Anonimie.

Moskievsky
Gość
Moskievsky

Po pierwsze: powiedz Mamie, że trzymanie perfum w łazience to nie jest dobra sprawa 🙂

Po drugie zaś: ufam, że nadejdzie dzień, w którym docenisz Obsession, bo to przychodzi baaardzo powoli i z różnymi etapami przejściowymi 😉

natalia
Gość
natalia

ja go kocham tak po prostu i od razu beż zadnych etapów „) no ale mój nos w ogóle uwielbia tzw killery i noszę je na codzien od rana do nocy i ciagle mi mało 🙂

Marcin Budzyk
Gość
Marcin Budzyk

Piękna, dobra recenzja. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z tymi perfumami. To było chyba dwa lub trzy lata temu na wakacjach. Przy niemal 40-stu stopniach na dworze, psiknąłem na nadgarstek kilka razy. I to nie była dobra decyzja. Na słońcu wyskoczyła mi ze skóry prawdziwa anakonda. Cieszę się, że zdecydowałaś napisać o Obsesji. Ja chyba jeszcze długo nie będę na to gotowy. 🙂

smerfetka
Gość
smerfetka

Piękny zapach, wczoraj miałam go w dłoniach bo u sąsiadów ZA MIEDZĄ spore przeceny ale jednak odłożyłam…poczekam do jesieni wtedy sprawdzi się idealnie:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kiedyś miałam, ale nie wróciłam i raczej mam do niego obojętny stosunek.

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Miło było poczytać recenzje o tym zapachu, nie da się przeoczyć,że od dość długiego czasu rozwija się swoista moda na vintage, także w perfumach. To bardzo dobry kierunek. Czekam z niecierpliwością na recenzje Edenu i Mitsouko (która tarmosi się pewnie w paczuszce jadąc do mnie). Może kiedyś się pojawią 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zgadzam się 😉

no i po co ta recenzja…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja go niestety nie mogę znieść 🙁 Jak napisałaś, że po pewnym czasie znika to mocne, męskie wejście, tak na mnie ono trwa trwa i trwa 🙁 Nie rozwija się, dusi i do samego końca zapach jest ostry, męski i nieprzyjemny zarówno w moim odczuciu jak i otoczenia 🙁 Każda skóra inaczej przyjmuje 😉

Moskievsky
Gość
Moskievsky

Smerfetko, w Polsce też można go upolować za bezcen 😉

Moskievsky
Gość
Moskievsky

Oj, w takim razie współczuję sensacji, bo pierwsze nuty są naprawdę sporym wyzwaniem 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mój zapach. Zawsze. Wszystko. Niech się walą, jak im śmierdzi. Śmierdzą to pachy po całym dniu latem. Niektórym. A nie perfumy marni ignoranci

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Do pewnych zapachow trzeba po prostu dojrzec :)) to przychodzi z czasem i wiekiem … Dojrzewalam dosc dlugo i do Obsession i do Opium ___faktycznie __sa to zapachy ktore sie albo kocha albo nienawidzi ___KOCHAM :))
Olga K.

Mariusz Rybak
Gość
Mariusz Rybak

A jak wypadłaby ocena klasyka w wydaniu męskim? Moim zdaniem pachną pięknie, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dziś są trochę retro, nie piszę o tym jak o wadzie, kto wie, może to wielka zaleta a może nawet haczy o niszę? 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kiedyś powąchałam te perfumy w sephorze i to było niesamowicie dojmujące uczucie – że to właśnie zapach …obsesji. Głębia skojarzeń, niezwykle silne doznanie synestetyczne.
Nie nosiłam, bo czułabym się w tamtym okresie życia nieco ekshibicjonistycznie;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Witam.
Kocham ten zapach, ale mam z nim duży problem – jest to taki killer, że nie mam pojęcia ile razy "psiknąć" się, aby nie zamęczyć otoczenia.. Boję się, że przy 1 strzale będzie zupełnie niewyczuwalny, a 2 to może być za dużo.. Pytanie do osób używających Obsession – ile psiknięć uważacie za optymalne?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Marcinie , dlaczego nie mozesz pisac o Obsesji? Jaka konkuzja >?pozdr

Marcin Budzyk
Gość
Marcin Budzyk

A skąd pomysł, że nie mogę?

Moona
Gość
Moona

Cieszę się, że zdecydowałaś napisać o Obsesji. Ja chyba jeszcze długo nie będę na to gotowy. 🙂

Oto cytat z Ciebie – patrz wyzej….

Marcin Budzyk
Gość
Marcin Budzyk

Teraz widzę. Może to przez to, że 3 lata temu moja zdolność pisania była trochę na innym poziomie niż dzisiaj.

Moona
Gość
Moona

Marcinie 🙂 Co myslisz o Obsesji? 😉 Lubisz , uciekasz? cenisz…Bede wdzieczna za koncowa konkluzje 😉 Pozdr

Moona
Gość
Moona

Wiesz to naprawde problem..kiedy perfumy sa odbierane jako won "starej baby".. Nie bardzo sie tym przejmuje , mam swoj gust ale …Obsession to mege Killer 🙂

Marcin Budzyk
Gość
Marcin Budzyk

Trudno mi w tej chwili się jednoznacznie wypowiedzieć, bo bardzo długo nie wąchałem tych perfum.

Pamiętam jednak, że wzbudziły we mnie zdecydowanie pozytywne odczucia.

Antoczka
Gość
Antoczka

Kocham ten zapach i używam od wielu lat, ale wybieram wersję męską. Używam praktycznie tylko tego zapachu. Próbowałam z innymi i nie mogłam się przestawić. Co do używania – na co dzień wystarcza mi jeden psik na skórę. Oprócz tego lubię lekko zaznaczyć tym zapachem szaliki i apaszki. Mam szmatkę którą psikam zapachem i wkładam do szuflady z apaszkami.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

21 lat temu przywiozłam sobie perfumy Obsession z NY. To był mój ukochany zapach. Rok temu kupiłam Obsession w Polsce i to jest zupełnie coś innego – stoi na półce i dojrzewam do wywalenia tego. Nieznośny, nachalny bez wdzięku.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Podobno trzeba dojrzeć…aczkolwiek są wyjątki. Moje pierwsze Opium gdy mam 17 lat, Poison również, Obssesion też przed 20-stką. Dziś jako 40-latka mam je zawsze na półce. Zmieniam (Narciso, Dior Addict, Reveal) czasami muszę chwilkę od nich odpocząć, po to żeby znowu zapragnąć otulić się Obsesją. Mega zapach. Nikt nie jest na niego obojętny…i o to chodzi.
Pozdrawiam miłośników starej, dobrej klasyki. Daria R.

Aga
Gość
Aga

Ja je uwielbiam, kocham, szaleje, gdy mój facet je nosi. Zawsze muszą być na półce i nie mogą mi się znudzić. Jakie retro? Czysty sex…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kocham!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Sytuacja, jak moja – 25 lat temu kupiłam Obsession w NY. To był mój zapach, jechałam kiedyś taksówką i kierowca zapytał czym pachnę i stwierdził, że nie powinnam nigdy zmieniać tego zapachu. Rok temu kupiłam Obsession i nie mogłam zrozumieć, dlaczego ten wspaniały zapach zrobił się tak okropny. Poczytałam i wiem, że to wina tego zabiegu – "re-szkaradne słowo", który zamordował perfumy. Ból. Proponuję Addict Diora, jako otarcie łez.

Vintarus Proximus
Gość
Vintarus Proximus

Dostałam te perfumy pod choinkę od męża. Uprzedzała go, że kupowanie dla mnie perfum w ciemno, to ryzykowny manewr. Pierwsze psiknięcie i… Mòj Boże, nie byłam w stanie ukryć grymasu odrazy. Powiedziałam tylko: charakterystyczne. jednak postanowiłam dać im szansę. Popsikałam nimi poduszkę na 6godzin przed położeniem się spać. Gdy przyszłam do łòżka, ku mojemu zdziwieniu otuliła mnie gęsta, zawiesista jaśminowa mgła, podobna do tej w moim najukochańszym Alienie essence absolue. Na nadgarstku go nie wyczuwałam. Spryskała także dzień wcześniej szal. Podczas spaceru po lesie w wietrzny, zimowy dzień, zaczęły do mnie docierać raz po raz akordy jaśmin nu w pudrze… Czytaj więcej »

Vintarus Proximus
Gość
Vintarus Proximus

Przepraszam za błędy, to wina autouzupełnienia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Witam, Panie Marcinie czy mogę wiedzieć dlaczego ta recenzja nie jest napisana przez Pana jak to Pański blog? Proszę o wyjaśnienie.

Pozdrawiam, Kamil

EDYTA PAWLOWSKA
Gość
EDYTA PAWLOWSKA

Jesien w objeciach klasyki? Ubrana w Chanel No. 5 i mala czarna uwiodlabym kilka meskich spojrzen smiejac sie z trafnych i niejednoznacznych zartow towarzysza smacznej kolacji. Tuz za progiem domu zdecydowalabym sie na ognisty romans z Opium, by poglebic zmyslowosc wieczoru. Ranek nowego dnia powitalabym flirtujac z Thierrym Mugler otulajac sie jego Aura. Obsession pozostawilabym jako pobudzacz moich zmyslow – na Nim…

natalia fendi
Gość
natalia fendi

Mam wersję w tym pierwszym flakoniku z lat 80 która nawet nie ma rozpylacza oraz te nową. Szczerze mówiąc lubię ale nie kocham. Zapach wcale nie jest dla mnie z serii killerow. Powiem że mocą nie jest jakiś wybitny. Średnio trwały. Uwielbiam orienty ale takie jak opium, aromatic eliksir itp. Tu jest zapach tytoniowy. Wersja z lat 80 tych jest bardziej alkoholowa i wytrawna ale różnice są subtelne. Teraźniejsze jest ciut slodsza i ciut mniej tytoniowy. Mimo wszystko zapach bardzo fajny i wyjątkowy. Cena także swietna