1 listopada 2020

Echa dawnych lat wracają dzisiaj. Perfumy retro.

YSL Opium vintage ad
Jedna z dawnych reklam perfum Yves Saint Laurent Opium

Zapachy retro cały czas budzą wiele emocji, choć w większości przypadków są utożsamiane negatywnie. Bogactwo doznań olfaktorycznych (nawet po licznych zmianach formuł), które zapewniają jest jednak nie do porównania z premierami współczesnej perfumerii. I być może pewien rodzaj tęsknoty sprawił, że bardzo powoli, ale sukcesywnie pojawiają się nowości przemycające nuty dawnych lat.

Warto jednak przycupnąć i zastanowić się, o czym tak naprawdę mówimy. Pojęcie „perfumy retro” jest bowiem szerokie i nie ma jasno wyznaczonych granic. Dla jednych osób będzie utożsamiane z aldehydami w stylu Chanel No.5, inni odbiorą tak mszysty akord szyprowy lub paprociowy. Bardzo często włączamy do tej grupy zapachy kwiatowe na ciepłej bazie (damskie perfumy) lub skórzane i zwierzęce (wśród męskich). Trzeba sobie też jasno powiedzieć, że tak zwany akord babciny generowany jest w dużej mierze przez składniki, których nie znajdziemy w oficjalnym spisie nut lub które wydają się nam nieistotne. Dobrym przykładem będą tutaj piżma nitrowe. To niektóre z nich nadawały niesamowitej trwałości i mocy wyrazu dawnym kompozycjom (i wspaniale pracowały z naturalnymi składnikami kwiatowymi). Dzisiaj, choć wciąż dopuszczone (w bardzo wąskim zakresie, ale w kosmetykach są zakazane) do stosowanie w Unii Europejskiej, są praktycznie nieużywane. Żeby nie być gołosłownym napiszę, że w latach 80-tych kraje EWG (Europejska Wspólnota Gospodarcza) produkowały nawet 3000-3500 ton piżm nitrowych (piżmo ksylenowe) rocznie. W roku 2012 na terenie UE piżma tego się nie produkuje, a zużycie spadło prawie do zera. W tym samym czasie rynek perfumeryjny urósł niebagatelnie. Stąd wąchane klasyki dawnych lat (w wersji vintage) wydają się nam „lepsze”, „mocniejsze”. Trzeba jednak pamiętać, że piżma nitrowe nie są obojętne dla naszego ciała, a liczne badania mogę wywoływać niepokój – stąd w Japonii są zakazane całkowicie, a firmy na całym świecie (nawet w Chinach) redukują ich użycie. One zatem już nigdy nie wrócą do perfum, które są dostępne dla klientów na światowych rynkach.

Sofia Grojsman
Sofia Grojsman

W tym miejscu pozwolę sobie napisać, że inne „białe” piżma, choć znane od dawna, nie wnoszą do kompozycji tonów retro same z siebie. Niech przykładem będzie szalenie popularne Galaxolide – znajdziemy je co prawda w Estee Lauder White Linen i Lancome Tresor, ale też w Narciso Rodriguez for Her czy Pure Musc, które ze staroświeckością nie mają nic wspólnego. Galaxolide generuje wrażenie czystości, chłodu, wełnianości.

Tony retro często są też sprawką naturalnych składników. Wiem, że dla wielu osób sam zapach olejku różanego bywa określany jako „babciny”, a przecież to jedna z najpiękniejszych i najbardziej przyjaznych ingrediencji naturalnych w warsztacie perfumiarza. Na jej tle absolut jaśminu czy tuberozy wypadają jak szkarady z fundamentem zwierzęcym i gumowym. O dziwo, większość osób znacznie lepiej wypowiada się o syntetycznych akordach, które obejmują tylko przyjemne, nowoczesne molekuły, z których część nawet nie wchodzi w skład naturalnych ingrediencji. To kolei powoduje, że nos wielu współczesnych ludzi po zetknięcie z prawdziwymi absolutami czy esencjami określa je jako nieprzyjazne i „babcine” właśnie.

(Artykuł mojego autorstwa „Trendy i historia perfum”, który niegdyś został opublikowany w Harper’s Bazaar Ukraina: KLIK)

Marketing XXI wieku tak bardzo wyznaczył i zawęził granicę gustów, że w damskich perfumach za „modne” uważa się niemal wyłącznie zapachy z grupy słodkiej-gourmand, kwiatowej-delikatnej lub owocowej. W męskich perfumach jest podobnie – kompozycje muszą być wpisane od jednej z trzech grup, o czym już pisałem wielokrotnie na blogu (sportowe świeżaki, zakurzone drewniaki i ulepiaki-słodziaki).

White Linen
Estee Lauder White Linen

W nawiązaniu do powyższych klasyfikacji weźmy przykładowe premiery, które nie wpisują się w ten podział, i których nie możemy w ten sposób zaszufladkować, np. Cartier La Panthere (szypr), Dior J’adore L’or (kwiatowy orient), Bvlgari Spendida Tubereuse Mystique. Wszystkie bywały określane mianem babcinych, niewspółczesnych, duszących. I o ile wśród damskich kompozycji możemy znaleźć takich przykładów całkiem, to po męskiej stronie będzie ciężej. Posłużmy się jednak takimi perfumami jak Tom Ford Beau de Jour (szypr), Moschino Toy Boy (róża) czy Dunhill Icon (fougere). Przez statystycznego klienta perfumerii każda z tych kompozycji od razu powodowała spojrzenie w przeszłość, choć są to zapach na wskroś nowatorskie pod względem technicznym, niemożliwe do skomponowania w latach 70. czy 80, choć odwołujące się do klasycznych akordów męskiej perfumerii. Tom Ford kreując swój szypr podszedł zresztą do sprawy bardzo ostrożnie. Najpierw Beau de Jour włączył w skład swojej linii niszowej – Private Blend, a dopiero później, po sukcesie, zaprezentował w nurcie masowym (w kolekcji Signature). Podobna sztuczka nie udała się Chanel – ich Boy, również niezmiernie udany fougere, nie mógł konkurować z do bólu poprawnym i masowym Bleu de Chanel i pozostał w butikowej serii Les Exclusifs de Chanel.

Tom Ford Beau de Jour
Tom Ford Beau de Jour

Dla wielu producentów eksperymenty z nutami dawnych lat wyszły jednak nad wyraz dobrze i postanowili uczynić kolejny krok. W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na dwie nowości ostatniego czasu: Dior J’adore Infinissime i Cartier La Panthere Parfum. Pierwszy to kompozycja tuberozowa z kwiatem ylang-ylang na kremowo-sandałowej bazie – bardzo ciepły, wyraźnie puszczający oko do wielkich klasyków jak Samsara czy Poison, a przy tym odległy od swojego, totalnie nowoczesnego pierwowzoru. To bardziej rozwinięcie idei wersji L’or.

Jeszcze dalej w swoich nawiązaniach do retro-stylu posunęła się marka Cartier. Najnowsza Pantera w wersji Parfum wprost przemyca akord brzoskwiniowo-morelowy jakby żywcem wyjęty z Tresor, czarnej Coco, Laura Biagiotti Venezia czy Rochas Femme. I to absolutnie nie jest brzoskwinia koktajlowa rodem z drinków Escada czy innych sexi-flexi perfum XXI wieku. Mathilde Laurent zręcznie nawiązała do stylu największych perfumiarzy wszech czasów: Almairaca, Grojsman, Roudnitski czy Polge’a seniora. Wrażenie to jest potęgowane przez fakt, że już klasyk haczył o dawny, wielki styl – był wszak mszystym szyprem, których w ostatnich latach na półkach sklepów zbyt dużo nie ma. W tym miejscu wspomnę jeszcze o tym, że akordy owocowe mogą być przez perfumiarzy przedstawiane w na wiele sposób. Stąd brzoskwinia/morela może mieć wydźwięk dziewczęco-dyskotekowy lub dostojny i ciepły. To samo dotyczy czarnej porzeczki (ta z Guerlain Chamade pachnie zupełnie inaczej niż z Rouge Bunny Rouge Allegria) czy śliwki (Laura Biagiotti Venezia kontra współczesne Tom Ford Plum Japonais), a nawet ananasa (Carthusia Fiori di Capri).

J'adore Infinissime
J’adore Infinissime

Nie mogę pozbyć też wrażenia, że powoli, ale sukcesywnie marki zaczynają coraz więcej eksperymentować. Nie boją się wplatać dawnych akordów do swoich nowych premier. Oczywiście, to wciąż ledwie pojedyncze jaskółki, ale mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej, i że te przepiękne nuty będziemy coraz częściej znajdować do półkach perfumerii, a nie tylko w niszy lub wśród pokrytych kurzem klasyków. I że perfumy retro nie będą już retro…

Teraz tylko wypatrywać premier z tonami przypraw i kadzideł w stylu Opium, Must, Obsession czy Coco oraz zwierzęcych szyprów jak Antaeus czy niemożliwy do klasyfikacji Habit Rouge. Może w 2021 roku…

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kamila
Kamila
10 miesięcy temu

Bardzo się cieszę na zmianę, moja nieduża kolekcja to głównie retro klasyki: Shalimar, no19 Chanel, Must, White Linen, Eau De Rochas, Jean-Louis Scherrer… Z nowszych właśnie moje ukochane La Panthere😊

Anonimowo
Anonimowo
9 miesięcy temu

Teraz niestety dominują musujące landrynki, coś co przypomina zapach oranzady helleny przysłonięty jakimś kwiatkiem….fujjj 😉

Ola
Ola
10 miesięcy temu

Pamietam swoje liceum i klasyczny Tresor, a od polowy maja i caly wrzesień O de Lancome u nauczycielki chemii. Odlot oflaktoryczny! Na studiach te zapachy byly juz moje.
Trzymam kciuki za jaskółki powrotu sztuki albo przynajmniej dobrego rzemiosla w mainstreamie perfumeryjnym.

xoxo
xoxo
10 miesięcy temu
Reply to  Ola

A w moich szkołach żaden nauczyciel nie używał perfum hehehe może i lepiej, przynajmniej nie mam żadnych zapachowych wspomnień z tymi osobami
😛

Adrianna
Adrianna
10 miesięcy temu

Swietny wpis.!!! Czytalam z wielka przyjemnoscia, dziekuje!
Moj zakup na jesien 2020 to wlasnie Obsession- zakup w ciemno ulatwila mi tez twoja recenzja na temat tych petfum. Uwielbiam!!!!

Jasia
Jasia
10 miesięcy temu

Lata 90, moje pierwsze doświadczenia z prawdziwymi perfumami, klasyki w pierwszej, cudownej odsłonie. Wracam do nich, ale wiadomo, że to już nie to samo, cień zapachów po reformulacjach. Czasem to bardzo smuci. Oby faktycznie trendy się zmieniły, bo aktualnie bardzo rzadko premiery robią na mnie wrażenie i skłaniaja się do zakupu.

Avarati
Avarati
10 miesięcy temu

Cieszę się na te słowa… tak, jest to coś, czego potrzebuję! <3 Świat bez perfum, tym bardziej tych bardziej wymagających, byłby smutniejszy. Mam starą Samsarę, Opium, Kenzo Jungle… normalnego człowieka by to zabiło 😀

Teraz chodzę właśnie w Habit Rogue, pokochałam je całym sercem… słyszę skrajne opinie, ale jeden młody chłopak był tym zapachem zachwycony i nie mógł uwierzyć, że to męskie perfumy…
Pozdrawiam 🙂

kikas
kikas
10 miesięcy temu

Mitsouko , Paris , Casmir …i obecnie powrociła ochota na Insolence , 🙂 Insolence wyparła Chamade…poczeka na wiosenne przebłyski

Anna
Anna
8 miesięcy temu

Mnie nie cieszy ten zasłużony ukłon w stronę zapachów retro, ponieważ do tej pory pachniałam wyjątkowo używając Chanel 19, Samsary, Opium czy Arpege od Lanvin ;). Na szczęście nie wszyscy kochają retro tak jak ja, więc nie od razu co druga kobieta będzie pachniała moimi ukochanymi nitami. Ja bardzo lubię tzw babcine zapachy. Dla mnie są po prostu mega kobiece, bo i kobiety z tamtych dawnych lat miały (wg mnie) więcej wdzięku i subtelności (może dlatego nosiły tak mocarne perfumy).
Pozdrawiam. A