Recenzja znajduje się tutaj: KLIK
To jeden z fenomenów dzisiejszego rynku niszowego. Zapach pobił wszelkie rekordy popularności i sprzedaży, które przeszły oczekiwania samego Allesandro Gualtieri. Ten utalentowany perfumiarz
zdobył pierwszą partię olejku haszyszowego z myślą, że wystarczy na kilka lat produkcji Black Afgano, ale jak widać popełnił spory błąd w szacunkach i na całym świecie zapasy skończyły się w kilka miesięcy (wyjątkiem jest dotknięta kryzysem Hiszpania, w której Nasomatto nie odniosło spektakularnego sukcesu).
Olejek haszyszowy mógł być otrzymany tylko i wyłączenie w Afganistanie, bo wywóz czystej rośliny jest nielegalny. Były problemy z produkcją w tym ogarniętym wojną kraju, ale na początku tego roku Allesandro zdobył upragniony składnik i rozpoczął mieszanie. Podobno istniała możliwość sprowadzenia olejku z Wietnamu, ale finalnie twórca odrzucił tę możliwość. Skoro „Afgano” to „Afgano”, a nie „Wietnamo 😉 „. Widać, że nie patrzy ślepo na zysk- to się ceni.
Ziemię ogarnęła „blackafganomania”, która jest w pełni uzasadniona, bo zapach należy do najładniejszych kompozycji perfumiarskich ostatnich lat. Do Polski z drugiej partii przybyło jedynie 55 butelek, ale długa lista oczekujących (były prowadzone zapisy) sprawiła, że do sprzedaży trafi pewnie koło 40. Co więcej, perfumerie partnerskie Nasomatto (w tym Quality) miały racjonowane porcje Black Afgano w ten sposób, żeby dla każdego wystarczyło choć po parędziesiąt sztuk.
Informacje dzięki uprzejmości perfumerii Quality.



