Givenchy Pi znajdziesz w perfumerii E-Glamour.pl
Nie wiem, czy wiecie, ale dziś przypada międzynarodowy Dzień Liczby Pi. Trudno, żeby na Nie Muzyczna Pięciolinii też zabrakło akcentu w klimacie tego święta, więc dziś dawno odkładana recenzja jednego z najlepszych pachnideł marki Givenchy — Pi. Od razu na wstępie powiem, że opisuję wersję Eau de Toilette, a nie skoncentrowaną wodę perfumowaną, choć na końcu i o tej drugiej napiszę parę słów z pamięci. Dawno, dawno temu miałem 30 mL Pi w mocniejszej wersji, ale pamiętam, że bałem się go używać. Skończyło się to sprzedażą na Allegro za jakieś grosze totalne.
A jak wygląda Pi w wersji najbardziej popularnej? Przede wszystkim mało męsko…
…jeśli weźmiemy pod uwagę stereotypy. To zapach na wskroś waniliowy, trochę choinkowy. Taki ciasteczkowy potwór, ale raczej w pozytywnym znaczeniu tego wyrażenia. Tytułem dygresji wspomnę, że stada Pi zostały dość znacząco przetrzebione, bo jakoś na półkach Sephory i Douglas’a nie zawsze widać zawadiackie buteleczki, lecz dla chcącego nic trudnego. Słuszniej może napisać „dla chcącej”, bo to, że Pi wzięło szturmem kobiece serca też tajemnicą nie jest. Na dowód polecam przeczytanie opinii w na wizaz.pl.
Wróćmy jednak do samej kompozycji zapachowej, gdzie dzieje się nad wyraz dużo rzeczy. Słodki syrop z wygrzanych cytrusów, świeże zioła i żywica drzew iglastych to akord początkowy. Trudny. Wymagający. Odstraszający.
To pewnie dlatego Pi nigdy nie znalazło się wśród bestsellerów perfumerii. Z drugiej strony jest to początek tak charakterystyczny, że nie da się go pomylić z innymi perfumami. Ta oryginalność sprawiła zresztą, że zapach przetrwał długie lata i pewnie przeżyje drugie tyle.
Przymiotnikiem-kluczem uczynię słowo „tłusty”. Bo Pi daleko się ma od produktów „light”. Na początku przypomina rozmarynową oliwę z oliwek, ale z biegiem czasu zestala się, traci ziołowe elementy, a w ich miejsce buduje kremowe herbatniki z ząbkami. Ilość kalorii rośni. Kompozycja staje się maślana, słodka, tłusta niemal do obrzydliwości. I znowu powtórzę określenia, których użyłem wyżej — trudna, wymagająca, odstraszająca.
To wszystko sprawia, że Pi jest zjawiskiem. Zapachem niszowym na półkach sieciowych perfumerii. Przy okazji chcę zwrócić uwagę na to, jak z ulepnych, zdawałoby się popularnych składników, zrobiono coś zupełnie niespotykanego. Może dlatego wiele osób wskazuje
Gaiaca, jako perfumy najbardziej podobne do kompozycji ludolfiny. A propozycja Micallef to już nisza pełną gębą.
I jeszcze miało być o wersji EdP. Jest ona bardziej dymna, żywiczna. Nacisk położono na skórzany benzoin, skarmelizowany cukier i dymne akordy. Mnie jest ziołowej zieleni, a więcej brązowych dymów. Dawno, dawno temu używałem Pi w tej wersji, ale w pamięci pozostanie na zawsze. Żałuję, że moja flaszka poleciała w świat.
Nuty: estragon, rozmaryn, mandarynka, bazylia, migdały, bób tonka, benzoin, wanilia, cukier trzcinowy, drewno cedrowe
Rok powstania: 1998
Twórca: Alberto Morillas
Cena, dostępność, linia: za 100 mL wody toaletowej zapłacimy około 180 zł na Allegro; woda perfumowana to niespotykany i chyba nieprodukowany już rarytas
Fot. nr 1, 2 z fragrantica.net
Fot. nr 3 oliwa.pl





