21 czerwca 2013

GAP Established 1969 – umyj okna.

Boli mnie serce, gdy nawinie mi się pod rękę zły zapach do testowania. A jeszcze bardziej boli, gdy obowiązek recenzenta każe mi o owym zapachu pisać. Mam wrażenie, że gdzieś na świecie ginie wtedy mały szczeniak.

Jest gorąco, nos chce odpocząć od ciężkich woni, producenci ścigają się w kreowaniu wariacji letnich. Jedni idą w klimaty cytrusowe, inni okołomorskie. Te dwie grupy często kończą w jednym zdaniu: Zobacz jak pachnie moja toaleta, choć, rzecz jasna, są od tejże reguły wyjątki. Jest jeszcze grupa trzecia, a mianowicie próba upchnięcia do flakonika zapachu czystości. Były już takie gagatki na półce selektywnej i to całkiem udane – moja głowa z przyjemnością wszak wraca do Shiro od Masaki Matsushima, czy Sheer Beauty ze stajni Calvina Kleina. Są zapachy czyste i nienachalne. Nie, GAP do nich nie należy.
Wąchając owo dzieło mam niemalże automatyczne skojarzenie z koszmarkiem od Lanvina, co się Marry Me! zwie. Mniej więcej ta sama sieczka zblendowana kilkukrotnie i przepuszczona przez wkładkę alkoholową. Różnica jest taka, że Marry Me celował w target nastoletnich romantyczek, a GAP…cóż, GAP celuje podobno w grupę młodych, niezależnych kobiet.
Nie wiem, doprawdy, na czym fenomen owej niezależności polega, ale ja w tym zapachu czuję średnio inwazyjny płyn do mycia okien. O, taki…

Z jedną, zasadniczą różnicą: zamiast etykietkowych cytrusów czuję tutaj coś, co ma przypominać konwalię, choć owej konwalii w nutach nie ma. A co jest? Mandarynka podobno, kwiaty pomarańczy, niektóre legendy mówią też coś o kwiatach bawełny i bambusie. W praktyce rzecz wygląda tak, że jest całe laboratorium chemiczne zlane w całość, odkażone spirytusem zlewki, a zamiast kwiatu bawełny jest niepierwszej świeżości bawełniana ścierka do osuszenia tychże zlewek. 
Tyle na temat czystości, bo po czasie zapach staje się nieznośne przepocony i doprowadza do mocno nieprzyjemnych wrażeń oflaktorycznych. Na całe szczęście przejażdżka ta nie trwa długo, bowiem – jak to często ze słabymi zapachami bywa- trwałość jest niezmiernie mizerna. Po trzech godzinach jest tylko pozostałość do bólu syntetycznych piżm i niemiłe wspomnienia.

Mam na podorędziu próbkę wersji męskiej i pierwotnie miało się tutaj pojawić zestawienie owych dwóch zapachów, ale po tym, co poczułam po stronie damskiej, nie wiem, czy będę mieć odwagę do rozpylenia drugiego dzieła.

Jeden szczeniak na dziś wystarczy.

Nuty: mandarynka, gorzka pomarańcza, neroli, kwiat pomarańczy, mimoza, kwiat champaca, kwiat bawełny, bambus, żywica agarowa, piżmo

Rok premiery: 2012

Twórca: b.d.
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa o pojemności 50 i 100 mL, dostępna wyłącznie w perfumeriach Sephora
Trwałość: bardzo słaba, około 3 godzin.

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
smerfetka
7 lat temu

Upały a ja się porwałam na odlewkę Habanity to się nazywa odwaga;D

Moskievsky
7 lat temu

I to wielka 🙂

smerfetka
7 lat temu

Czy mogłabym jakoś zdobyć maila do Marcina chciałam mu wysłać link do moich perełek:) Kiedyś mi podał ale na forum a forum niet na razie:(

Anonimowy
Anonimowy
7 lat temu

Takie kfiatki dla mnie czyli przykład średniej sephorowej. Ani sie to podoba ani nie podoba

Beata
Beata
7 lat temu

Nawet nie wiedziałam, że takie perfumy są w Sephorze. Coś chyba za mało były promowane.

Marcin Budzyk
7 lat temu

Recenzja mi się podoba. 🙂 Wreszcie mocny akcent.

Marcin Budzyk
7 lat temu

Semrfetko, jest w dziale "Reklama"

Marcin Budzyk
7 lat temu

*Smerfetko, przepraszam za literówkę.

Marta
7 lat temu

mam zamiar napisać swoją recenzję odnośnie zapachu Gap z twoją się nie zgadzam

Moskievsky
7 lat temu

Bardzo mi z tego powodu…wszystko jedno 🙂

Pozdrawiam!