P&G; podpisało umowę licencyjną z marką Alexander McQueeen. Praca nad perfumami już ruszyła, więc pozostaje czekać na efekty.
Pewne obawy budzi fakt, że zapachy brytyjskiego projektanta były awangardą, wręcz niszą na masowym rynku beznadziejnych „zapaszków”. Teraz ta ambitna marka przechodzi pod skrzydła P&G; – koncernu z tradycjami, ale jednak bez związków z artystycznym perfumiarstwem.
Z drugiej strony kierownictwo kosmetycznego giganta jasno mówi o tym, że marka Alexander McQueen będzie traktowana w sposób szczególny z uwzględnieniem jej dziedzictwa i wyjątkowości. Czy to czcza gadanina, czy prawdziwe deklaracje przyjdzie nam ocenić po pierwszych premierach.
Sarah Burton – dyrektor kreatywna tego domu mody – jasno stwierdza, że „kreowanie zapachów jest naturalnym krokiem do przodu, który ubogaca świat marki McQueen”. Podczas konferencji prasowej nawiązała jednak mocno do unikalności i chęci stworzenia wyjątkowych perfum. To może nieco chociaż uspokoić fanów legendarnego Kingdom. Dodatkowo powiem Wam, że P&G; postawił ostatnio nieco rozbudować swoje portfolio o ambitne marki ze Stellą McCartney na czele. Może to pozytywny znak i naprawdę doczekamy się zmartwychwstania marki Alexander McQueen w formie znanej z przeszłości. Oby.





