Na Pradę liczyć jednak można. Tym razem podwójnie, bo Luna Rossa Extreme nie dość, że okazała się zapachem ponadprzeciętnym, to jeszcze pachnie zupełnie inaczej niż sportowy i zielony klasyk.
To zapach ciężki, ŻYWICZNY, PIEPRZNY, DRZEWY. Bardzo udany. Początek przypomina mi trochę woń lubczyku, absyntu i słodkich ziół. Dziwny jest mój nos, bo ani piołunu, ani lubczyku w składzie tych perfum nie ma. Akord głowy jest jednak ambitnie wysłodzony, lecz nie brakuje mu też ostrości. Trochę haczy Luna Rossa Extreme o klimat męskiej kompozycji Bottega Veneta i Vintage Varvatosa. Czyli mamy do czynienia z grubszym kalibrem.
Później pojawia się nuta główna, czyli słodkie, ale wciąż ciut ZIOŁOWE LABDANUM. Ciemne brązy przenikają mroczą zieleń, ale gdzieś w tle czuć też ciepło ognia i palonych drew. Po podłożu przenika subtelny dym palonego jałowca. Jest jednak dość lekki, więc posunąłbym się do stwierdzenia, że bardziej przypomina zapach palonych gałązek niż samych jagód.
Pewną wadę Prada Luna Rossa Extreme jest jej mała trwałość. To znaczy, nie jest to jakiś zapach zupełnie nietrwały, ale biorąc pod uwagę jego mocne składniki, chciałbym, aby pachniał dłużej. Tym bardziej, że nuta bazowa jest też udana. Stanowi przedłużenie serca z odrobiną WANILIOWEJ SŁODYCZY. Mimo wszystko, polecam szczerze.
Polecam wszystkim fanom labdanum, kobietom rozmiłowanych w ziołowych niszowcach również.
Nuty: jałowiec, labdanum, lawenda, czarny pieprz, bergamotka, wanilia, ambra
Rok premiery: 2013
Twórca: Daniela Rocher-Andrier
Cena, dostępność, linia: woda perfumowana dostępna w pojemności 50, 100 i 150 mL
Trwałość: średnia, około 5-6 godzin







