
Taormina Orange to bardzo klasyczna interpretacja tonów pomarańczowych.
Jest tutaj i element koloński, który znamy choćby z Neroli Portofino, i element owocowo-pomarańczowy, który mi się skojarzył z Essential Parfums Orange x Santal. W efekcie otrzymujemy coś bardzo letniego, świeżego i naturalnego. Tego typu konstrukcje zawsze się obronią, choć w przypadku tej jestem nieco rozczarowany prostotą. Nie mogę opędzić się od wrażenie, że ktoś podał mi proste, choć naturalnej olejki wymieszane bez głębszego zastanowienia. Pozwolę sobie jeszcze dodać, że Neroli Portofino też jest wonią prostą, ale ten jeden obraz jest tam dopieszczony maksymalnie, a tutaj to takie na łapu capu bardziej.
Taormina Orange nie rozwija się tak jak inne błękitno-zielone Fordy. Jest na początku kolońska i gorzka, później bardziej owocowa z ledwie cieniem kwiatów. Wątków szyprowo-paczulowych w ogóle tak jakby nie było, albo były jakimś nieznaczącym uzupełnieniem zielonego pomarańczowości.
Kompozycja ma też w sobie pewną suchość. Nie jest tak żywa, soczysta i botaniczna jak inne perfumy tej serii. Trochę to wygląda tak jakby ktoś zerwał listki i młode owoce, i włożył do zielnika. Nie są one całkiem suche, ale też daleko im do efektu żyjącej roślinności. Może to efekt gry paczuli, mchu i lawendy, ale na pewno nie poczujemy tu ich aromatów wprost. To raczej wrażenie pierwszych faz zasuszanie liści, pędów i owoców.
Opinia końcowa o perfumach Tom Ford Taormina Orange
Zapach jest ok, ale Tom Ford pokazał już znacznie ciekawsze i bardziej dopracowane pozycje na lato. Ta, choć naturalna w wydźwięku, jest w mojej ocenie jedną ze słabszych. Myślę, że to przykład, jak z naturalnych składników zrobić perfumy, które są poniżej średniej.

Kampania perfum Taormina Orange




