Łukasza Jakóbiaka kojarzycie pewnie ze znakomitym internetowych talk-show – 20 m² Łukasza. I pewnie zastanawiacie się, co będzie on robił na Nez de Luxe, który przecież jest blogiem o perfumach i kosmetykach.
Mam dla Was dwie niespodzianki. Po pierwsze, Łukasz zwrócił moją uwagę bardzo nieszablonowymi zapachami. Dość powiedzieć, że z AGAROWYM M7 zaprzyjaźnił się na długo przed światową oudomanią. I właśnie kiedy o tych perfumach powiedział mi podczas naszego spotkania, w mojej głowie narodził się pomysł na ten krótki, acz konkretny wywiad olfaktoryczny. O drugiej przeczytacie na końcu wywiadu.
Marcin Budzyk: Wpisuję w wyszukiwarkę „Łukasz Jakóbiak perfumy” – nic, „Łukasz Jakóbiak zapach” – nic. Cieszę, że w końcu wydobędę jakąś informację lub nawet kilka informacji, których świat o Tobie nie wie. Ale zanim zapytam: „Jakie są ulubione perfumy Łukasza Jakóbiaka?”, najpierw o wyobraźni. Ktoś mówi: „Zapach”. O czym myślisz?
Łukasz Jakóbiak: To zależy od kontekstu, ale chcę myśleć: ocean, plaża, wieczór, zachód słońca…
MB: Lubisz badać świat za pomocą nosa? Jaki jest dla Ciebie najprzyjemniejszy aromat?
ŁJ: Lubię wanilię. Bohoboco ma taki zapach. Robi wrażenie, ale dla facetów jest za słodki.
MB: Tą odpowiedzią zarobiłeś kolejne punkty w rankingu Polaków o najlepszym guście zapachowym. To teraz powiedz mi, jakie były Twoje pierwsze perfumy
ŁJ: Jedne z pierwszych to CK Truth i Crave, Armani Aqua Di Gio.
MB: Pozwól, że wrócę do M7. Chodzą plotki, że spotkał go straszny los i teraz podpiera u Ciebie półkę w łazience. Jak to z nim jest?
ŁJ: Jest za mocny jak dla mnie, za ciężki, a moja półka w łazience potrzebowała wsparcia. Zaznaczam, że jest na dnie!
MB: To dobrze mieć świadomość, że się nie zmarnował. M7 to piękny, zimowy i męski zapach. Gdyby za podpórkę miała robić butelka z pełną zawartością, to niechybnie bym przybył do Twojej kawalerki z odsieczą.
MB: Wspominałeś też o Rien niszowej marki Etat Libre d’Orange. Dla mnie to zapach otarty o perwersję. Kadzidło, róża, zamsz i pieprz strzelają tam mocną artylerią. Masz w końcu te perfumy? Ludzie coś mówią na ich temat?
ŁJ: Nie mam. Ktoś mnie nimi zauroczył na chwilę, ale zapomniałem o nich. Sądzę, że go poszukam.
MB: Zatem, jakich perfum używa Łukasz Jakóbiak?
ŁJ: ARMANI PRIVE VETIVER BABYLONE, ale ubolewam, że ich prawie nie czuć. Szukam Baldessarini tego z Hugo Bossa, bo wiem, że zapach ten przeszedł do innej marki, ale też chyba się lekko zmienił. Mam około 7 zapachów. Dzielę je jedynie na dziennie i wieczorowe, często wg nastroju.
MB: Jak już mówiłem, trochę chciałem się o Tobie dowiedzieć z internetu w kwestiach urodowo-modowych. Wszyscy rozpływają się nad Twoimi stylizacjami. W Joy zdradziłeś sekret swojej grzywki. Mnie wypada więc zapytać, jak dużo kosmetyków masz w łazience? Jesteś zwolennikiem używania tego typu produktów przez mężczyzn?
ŁJ: Nie mam ich dużo. Używam przede wszystkim kosmetyków dobranych do mojej skóry a jednocześnie marki, którą pomagam współtworzyć. To chyba tylko w naszym kraju można jeszcze mieć obiekcje czy facet powinien używać kosmetyków czy nie.
MB: Stworzyłeś własną markę kosmetyków. Skąd ten pomysł? Co wyróżnia te produkty na tle innych dostępnych na rynku?
ŁJ: Markę LILEY tworzą dwie dziewczyny, a ja im pomagam. Są to kosmetyki robione na indywidualne zamówienie, pozbawione wszystkich szkodliwych substancji jak parabeny, konserwanty i inne. Przez to produkt ma krótki termin ważności, ale jest bezpieczny. Używane SKŁADNIKI SĄ Z PÓŁKI KOSMETYKÓW LUKSUSOWYCH. Zarówno dla dziewczyn, jak i dla mnie, najważniejsza jest jakość – a tu jest najwyższa. Do tego, rozwiązanie jest bardzo wygodne, ponieważ za pomocą strony internetowej w sposób łatwy sam możesz skomponować sobie krem lub zadać pytanie konsultantom.
MB: Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować za ciekawą rozmowę i czekać aż do oferty Liley dołączą perfumy.
Fot. nr 1 z socialpress.com
Fot. nr 2 z perfumeads.net
Fot. nr 3 z ibeauty.pl
Fot. nr 4, 5, 6 i 7 z perfumeads.net
Fot. nr 8 z oficjalnego konta FB marki LILEY








