
To będzie krótka recenzja, ale z dygresją na końcu…
Initio Power Self pachnie jak Parfums de Marly Delina zmieszana z Chloe Eau de Parfum. Do tego dołożono sporą dawkę molekuł piżmowo-ambrowo-słodkich. W efekcie utracono kunszt Deliny i naturalność Chloe, a w zamian za to zyskano akord słoniowo-zasłodzono-syntetyczny o dużej mocy. Kompozycja Initio nie przedstawia żadnej gry nut, która charakteryzuje dwa wspomniane zapachy. To płaska, słodka róża na molekuło-pudrowym tle. Wyróżnia się dużą mocą w początkowej fazie. To jest jeden akord i tyle…
Opinia końcowa o perfumach Initio Power Self
W tych klimatach to słaba pozycja. Natomiast wyróżnia się mocą i poziomem słodyczy, więc będzie się podobać i odniesie sukces komercyjny. W pewnym stopniu straszne jest to, że perfumy bazujące na naturalnej róży nie będą w stanie z czymś takim jak Power Self konkurować, bo naturalny olejek/absolut róży ma mniejszą moc, jest trudniejszy, bardziej zmienny, wymagający skupienia i czasu. Jeśli użyjemy naturalnego piżma roślinnego (np. ketmii piżmowej lub arcydzięgla) to nigdy nie otrzymamy też siły ambrowo-piżmowych molekuł w stylu „łubudu”
W dzisiejszych czasach w ogóle odwróciły się wartości. Coś taniego, ale mocnego jest utożsamiane z jakością. A coś naprawdę drogiego i bardzo wysokiej jakości jest oceniane jako tanie i słabe… Pamiętam, że kiedyś na Dworcu Centralnym była perfumeria reklamująca się hasłem trzydniowej trwałości. Flakon perfum kosztował około 20-30 złotych. I zawsze tam były kolejki. W dzisiejszych czasach tę funkcję przejęły też perfumy arabskie. Tym sposobem utrwala się smutna rzeczywistość… Ma być mocno i słodko. Im mocniej i im więcej cukru, tym perfumy lepsze…

Kampania perfum Power Self




