
To ostatnia recenzja (tej firmy), ponieważ pozostałych pozycji nie udało mi się przetestować rzetelniej niż na nadgarstku.
Brunello Cucinelli Vento Ardente to zapach sztuczny w wydźwięku, który mógłby być kolejnym różoudem marki Montale. Oudu w składzie nie znajdziemy, ale za takie wrażenie odpowiadają molekuły szafranopodobne i papirus.
Ponoć jakość składników tej kompozycji jest wysoka, ale nie czuć tego. Początek jest wytrawny, gorzki, jak połączeniach oudu z różą bez cukru (niegdyś takie było Montale Black Aoud). Poźniej pojawia się więcej cukru. Róża zaczyna grać pączkowo, a w tle mamy skórzaność i sporo dosłodzonej paczuli z wanilią. W sercu zbliżamy się do stylistyki oudów Crivelli (ale zdecydowanie z mniejszą mocą). Później to wszystko się wypłaszcza rodem z tanich marek arabskich i zaczyna pachnieć mało szlachetnie. Ilość kurzu wzrasta bardzo. Szkoda słów na większą opowieść.
Opinia końcowa o perfumach Brunello Cucinelli Vento Ardente
Zbędna, wtórna kompozycja, której naturalne składniki nie pomogły, żeby pachnieć naturalnie. Stąd wnioskuję, że to raczej ilości marketingowe, a nie realne.
Generalnie perfumy przedstawione przez Brunello Cucinelli nie są ani pierwszą ligą jakości, ani nie są szczególnie oryginalne. Ich bazy są w większości na poziomie niższych niż średnia mainstreamu.

Kampania perfum Vento Ardente




