
Jeszcze pozwolę sobie wrócić do tematu targów w Mediolanie.
Tym razem chodzi o rozmowy z twórcami i perfumiarzami, które okazały się po raz kolejny wielkim zawodem i rozczarowaniem. W efekcie wszystko sprowadza się do tego, żeby było miło, przyjemnie, żeby się pouśmiechać i powąchać bloterki. Zero merytorycznej dyskusji.
Problem polega na tym, że nawet jeśli podchodzą do danego stoiska (mówię o sytuacji, kiedy na stoisku jest faktyczny perfumiarz, a nie tylko właściciel marki, bo właściciele to biznesmeni i często nie mają żadnego pojęcia o zapachach) i chcę porozmawiać o ich produktach, to odpowiedzi, które uzyskuję są dokładną kalką tego, co mogę znaleźć na ich stronie lub ogólnie w internecie.
Zadałem cztery pytania (nie podaję płci, żadnych nazwisk, ani nazw, bo to tylko przykłady):
1. Jakich „captive” molekuł użyłeś/aś przy kreacji tych perfum?
Odpowiedź: „Oj, nie pamiętam, bo nie mam składów w głowie”
2. Jakie dokładnie substancje zostały użyte do kreacji akordu ambrowego w tych perfumach?
Odpowiedź: „W tym momencie nie pamiętam, ale postaram się sprawdzić po powrocie”
3. W jaki sposób sprawiłeś/aś, że ta tuberoza ma tak piękną zieloną, delikatną, ale stanowczą barwę?
Odpowiedź: „Jeśli chodzi o użyte substancje, to nie mogę udzielać takich informacji„.
4. Czy koncern XXX zamierza odpowiedzieć na opracowane przez Givaudan nowe związki zapachowe, w tym Akigalawood? Jakich nowych substancji naturalnych i syntetycznych możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości?
Odpowiedź: „Nie mogę o tym mówić, bo to poufne. Na pewno pracujemy na wieloma takimi substancjami. Nasz dział badań stale wynajduje nowe materiały.”
Mnie to bardzo irytuje, ponieważ w praktyce na targach nie mogę się dowiedzieć niczego ponad to, co jest w internecie. Z drugiej strony mam świadomość, że twórcy chronią w ten sposób swoją pracę…
Mogliby choć w minimalnym stopniu rozszerzyć wiedzę, która jest podana w internecie. Tak robi np. Patricia de Nicolai i bardzo ją z tego powodu szanuję. Rozmowa z nią zawsze pozwala się czegoś nowego dowiedzieć. I w tym wypadku trochę dziwię się innym osobom z firmy Nicolai, bo kulisy kreacji, używane składniki i metody pracy są w przypadku Nicolai przed największymi markami świata.
Jako przykład podam to, że Patricia de Nicolai wprowadza owocową słodycz do swoich kompozycji za pomocą olejku z dawany (i łączenie go z innymi substancji, aby np. pachniał bardziej jak śliwka, albo daktyle, albo wiśnie). To jest kluczowy składnik i w Carvanaserail, i w Creme Ebene… Ale o tym nie przeczytamy w oficjalnych źródłach. W świecie, w którym najbardziej luksusowe firmy niszowe używają syntetyków, jest to rzecz warta promocji i komunikacji.



