
Nowa kolekcja tej marki pojawiła się w Polsce jakoś w połowie sierpnia.
Przyznam, że bez testów zakupiłem wersje podróżne, ale nie był to chyba najszczęśliwszy pomysł. Pierwsze z perfum – Kilian Pina Paraiso – to waniliowo-owocowo-kokosowy zapach, który jednak temat ten interpretuje w dość niedrogi, nie do końca naturalny sposób. Tego typu wonie mogą być przedstawione w ciekawy sposób (warto wspomnieć choćby markę Escada czy dostępną kiedyś w Impressium – Simone Andreoli).
Tutaj mamy bardzo nowoczesny, „dziewczyński” start, który przypomina słodkie żelki tropikalne lub drinki o smaku marakui, ananasów, papai, mango i innych tego typu owoców. Do tego tony olejku waniliowego (ale takiego całkiem przyzwoitej jakości) i różowej waty cukrowej. Szczęśliwie, te elementy pachną bardzo pozytywnie. Są radosne, słoneczne, wakacyjne i bardzo realistyczne.
To dotyczy jednak tylko pierwszego momentu.
Pina Paraiso bardzo szybko traci animusz i staje się zleżałym, waniliowopodobnym kurzem z dużą ilością białego piżma. To baza, która cenowo celuje w najniższą półkę drogeryjną i zapachy celebryckie.
Sam kokos ma formę pinacolady i słodkiego miąższu. Nie jest drzewny i „łupinowy”.
Opinia końcowa o perfumach Kilian Pina Paraiso
Natomiast może będą osoby, na których pierwsza faza będzie trwała dłużej i zniweluje niską jakość bazy. Warto przetestować na własnej skórze.

Kampania perfum Pina Paraiso




