
Pierwsza, klasyczna odsłona Bleu Noir była wspaniałym zapachem bazującym na nucie wetiweru.
Później powstała wersja Bleu Noir EdP, która trzymała poziom (choć rozpatrywałbym ją jako kopię pierwowzoru). A teraz światu objawiono perfumy Narciso Rodriguez for Him Bleu Noir Eau de Toilette Extreme. I one nie dość, że są bardzo odległe od uniwersum znanego z kompozycji tej marki, to dodatkowo pachną po prostu średnio. Nie znajdziemy tu już wetiweru, a jedynie drewienka ze sporą ilością cukru.
Oczywiście, jestem też daleki od wieszczenia klęski, ale na tle dwóch poprzedników jest tu zdecydowanie słabiej. Początek jest cytrusowy i świdrująco cedrowy, nieco koloński. Robi wrażenie, bo kojarzy się klasycznie męsko z echem dawnej sztuki perfumeryjnej. Później Bleu Noir EdT Extreme podąża w kierunku współczesnego akordu drzewnego znanego z wielu aktualnych premier. Na plus zaliczam fakt, że cały czas kompozycja gra dość naturalnie i nawet te zasłodzone i zakurzone drewna w bazie nie przekraczają granic przyzwoitości.

Co więcej, kiedy przejdziemy przez pierwsze 2 godziny, wówczas zaczyna się bardzo ciekawy, żywiczny wątek, który w pewnej części rekompensuje utratę wetiwerowych walorów. Minusem tego plusa jest jednak to, że znowu został dosłodzony. Gdyby to było czyste labdanum, to moglibyśmy sięgnąć gwiazd. A tak – sami sobie wyobraźcie kadzidło połączone z aromatem wpół syntetycznego cukru. Obok tego grają też wątki minimalnie plastikowe i zakurzone, ale na szczęście na poziomie akceptowalnym.
Opinia końcowa o Narciso Rodriguez for Him Bleu Noir EdT Extreme
Dobre perfumy generalnie, ale na tle swoich poprzedników są ukłonem w stronę mas. Brzmią też zdecydowanie mniej naturalnie.

Kampania perfum Bleu Noir Eau de Toilette Extreme




