Po roku od debiutu Ormonde Jayne na półki Impressium zawitała nowa marka – Stephane Humbert Lucas Paris. Stąd ta autoreklama 🙂
Ta długa przerwa była spowodowana tym, że na rynku pojawia się mnóstwo nowych firm, które zalewają targi niszowe w Mediolanie lub Florencji, a jednocześnie nie wnoszą niczego do zapachowego uniwersum. Większość marek prezentuje zapachy wtórne lub tak dziwne, że nie da się ich nosić.
Stephane Humbert Lucas Paris to nie jest nowy projekt. Pierwszy, koronny zapach – Soleil de Jeddah – powstał w 2013 roku i stał się sztandarem perfum drzewno-rumiankowych, który później kopiowało wielu innych perfumiarzy (np. Alessandro Gualtieri w Nasomatto Nudiflorum w 2018 roku).
Marka ta wyznacza jednak własną drogę w każdej kompozycji, a przy tym tworzy zapachy do noszenia, przyjemne w odbiorze, a jednocześnie o niesamowitej głębi. Dziś współpracuje z najbardziej luksusowymi domami towarowymi na świecie jak Harrods w Londynie, Bergdorf Goodman w Nowym Jorku czy Printemps Haussmann w Paryżu. Tym bardziej jestem dumny, że po wielu, wielu miesiącach starań do tego grona dołączyło Impressium.
Spektrum zapachowe, którego doświadczamy w tych miksturach, jest niezwykle szerokie: od wytrawnych kadzideł w Black Gemstone czy Mortal Skin po rozkosznie, ciepłe i orientalne Une Nuit A Doha, które zaskakują na końcu przepiękną, kocankową bazą. Jest wanilowy i przyprawowy Isra & Miraj. Whisky i absolut kakao znajdziemy zaś w Sand Dance, a truskawki w karmelu na skórzanym tle w Venom Incarnat.
Oczywiście, zapachem, który wychodzi na pierwszy plan jest God of Fire – połączenie mango, imbiru, piżma i drewna, ale o tak niebywale rozkosznym ułożeniu, że ręce same składają się do oklasków. Choć jednocześnie to kompozycja odmienna od klimatu marki, wyróżniająca się ofercie.
W Impressium nie ma wszystkich pozycji, ponieważ wprowadziłem tylko te, które znam i które naprawdę są warte swojej ceny (w mojej ocenie).






