
Do premier tej firmy podchodzę z dużym zaciekawieniem, ponieważ od lat trzymają się swojego stylu.
W przypadku dzisiejszego bohatera nutami, które wykryłem bez czytania spisu było labdanum, paczula i wanilia. Podejrzewałem też irysa, ale jego akurat nie ma w deklaracjach. Profumum Auriga nie jest jednak zapachem labdanowym wprost, co znaczy, że nie ma tu wątków świątynnych. To raczej złożenie w typie Chanel Le Lion, Coromandel, Babycat czy Moncler Pour Femme. Jest zatem piaskowa i ziemista wanilia. Nie ma słodyczy. Jest pewna gorzka kakaowość. Opisałbym też te perfumy jako ambrowe i drzewne.
Rola labdanum została tutaj wyznaczona w granicach kreacji akordu ambrowego, który jest delikatnie słony, drzewny, żywiczny z subtelnym akordem retro. Gdzieś w tle pojawia się też wątek sklepu indyjskiego i kwiatowych kadzideł w stylu azjatyckim. Równolegle można też poczuć wątek skórzany, który ma konotacje benzoinowe. A podejrzewam, że w formule mogła też być użyta żywica opoponaks.
Wadą Auriga jest klocowatość. To znaczy, że zapach ma jeden obraz. Widać w nim sporo detali, ale nie jest to kompozycja tak zmienna i dopracowana jak konkurencja. Wąchając tę kompozycję zaraz po aplikacji i później, po 8-9 godzinach, dalej będziemy wiedzieć, że to te same perfumy. Z tym wiąże się jednak pewna zaleta, ponieważ fundament Auriga brzmi szlachetnie, naturalnie i niepłasko. Jest w nim sporo detali. Wciąż rozpoznamy w nim dużo składowych w naturalnej formie.
Opinia końcowa o perfumach Profumum Auriga
Myślę, że fani perfum Fiori d’Ambra i Ambra Aurea będą tą kompozycją zaciekawieni. Czuć tu dużą ilość naturalnych składników, ale trochę zabrakło mi ich ciekawej gry. Całość jest po prostu nieco zbyt toporna.

Kampania perfum Auriga




