
Dostałem cztery losowe próbki z tej kolekcji podczas zakupów, więc postanowiłem skorzystać z okazji i przybliżyć tę część kolekcji.
Brunello Cucinelli Soffio Zenit to zapach o wybitnie męskich kontacjach, choć anonsowany jest jako uniseks. Co więcej, teoretycznie są to perfumy figowe. Akurat w życiu bym na to nie wpadł, czy to po testach pobieżnych czy globalnych. To kompozycja aromatyczno-ziołowa, która łączy wyraźne, naturalne brzmienia lawendy i ziół z tonami męskich, zakurzonych drewniaków. Niegdysiejsze limitowanki Hugo Boss czy Bvlgari miały wyraźnie taki wydźwięk. Z kolei ta szlechetniejsza część przypomina męskie klasyki Carthusia. Niestety, podłości dominują i finalnie zapach wypada słabo.
Na początku jest ostry i przeszywający. To zdecydowanie najlepsza frakcja. Czuć lawendą, miętę, rozmaryn, zasuszone zioła z paczulą, wetiwerem i żywicami. Gdyby obraz ten utrzymać, to byłaby szansa na naprawdę ciekawą kompozycję. Niestety, po 10-15 minutach rozpoczyna się zjazd w kierunku najpodlejszych obrazów męskiego mainstreamu. ISO E Super, syntetyki drzewne, syntetyki ambrowe i ogólnie najbardziej paskudne składniki wchodzą na pierwszy plan i nie chcą z niego zejść. Pojawia się też mdła, piżmowa słodycz. Z półki luksusu wpadamy w objęcia perfum za 30 złotych z najniższego poziomu…
Opinia końcowa o perfumach Brunello Cucinelli Soffio Zenit
Dobry i rzetelny start może przekonać wiele osób do tej kompozycji, ale jakość dalszych części niesie rozczarowanie… I na pewno nie są to perfumy figowe…

Kampania perfum Soffio Zenit




