
Wersja damska może być uznana za woń ciekawą i przyjemną, choć można już na wstępie powiedzieć, że poziomu pierwotnej odsłony The One nie sięga.
Na samym początku napisałbym, że nowa odsłona jest jednak kompozycją o znacznym stopniu odmienności od klasyka. Nie ma między nimi bezpośredniego połączenia, tak jak stało się w przypadku męskiej mutacji. Dolce & Gabbana The One Eau de Parfum Intense ma nowoczesny wydźwięk, który mocno oparty jest na molekułach dostępnych w koncernie Givaudan. Jeśli komuś przypomną się jakieś kompozycje Quentina Bischa, Sonii Constant lub Louise Turner, to będzie to trop prawidłowy. Narciso Rodriguez for Her Intense, Valaya, Delina… ich cząstki można znaleźć w nowej propozycji włoskiej firmy.
Wszystko zdaje się tutaj bardzo unowocześnione. Do wszystkiego dodano pudrowej, lekkiej wanilii. Następnie rozcieńczono, rozmglono, udelikatniono. I chociaż wspomniane wyżej akordy tworzone przez perfumiarzy Givaudan kojarzymy z dużą mocą, to tutaj moc jest średnio-niska. Co więcej, w klasycznych The One kwiaty były bardziej nektarowe, słoneczne, nasycone olejkami. Wersja Intense 2026 jest suchsza, pylista, chemizowana. Nie w niej efektu miodowo-pyłkowego, ani owocowego.
Opinia końcowa o perfumach Dolce & Gabbana The One Eau de Parfum Intense
Nie są to perfumy, które zapadają w pamięć. Łączą w średnio udany sposób nuty, które już znamy z innych pozycji (najpierw niszowych, później mainstreamowych). Nie ma tu ani blamażu, ani jakichś zachwytów. Jest średnio z minusem, choć na pewno zapach ten spodoba się wielu osobom. Jest ekstremalnie komercyjny i zrobiony tak, żeby nikogo nie urazić (w przeciwieństwie do bardziej „jakieś” pierwotnej Eau de Parfum).

Kampania perfum The One EdP Intense




