
W tym roku mija dziesięć lat od debiutu klasycznego pantofelka (Good Girl Eau de Parfum). Zapach był (i jest) jednocześnie komercyjny i dobrze wykonany.
Teraz w Polsce pokazuje się nowa wersja – Carolina Herrera Good Girl Jasmine Absolute. Mając w pamięci, że już pierwowzór zawierał widoczne nuty białych kwiatów, mogę napisać, że tegoroczna premiera nie jest szczególnie odkrywcza, ani bardziej dopracowana. To dobry zapach, ale dlatego że bazuje na znanych akordach. Poziom techniczny jest zatem wysoki (lecz niższy niż protoplasty), a poziom oryginalności bardzo niski.
Wersja Jasmine Absolute ma bardziej wygładzoną bazę, bez elementów karmelizowanych, prażonych i kakaowych. Jest bezpieczniejsza. Nuty kwiatowe wcale jakoś bardziej wyeksponowane nie są, choć wyraźnie wprowadzają pewną kremowość i ulepność.
Sama kanwa jest biedniejsza niż w klasycznej Eau de Parfum. Elementy niszowe zostały usunięte. Całość jest bardziej masowa. Bób tonka zaprezentowany w Jasmine Absolute jest wyraźnie prostszy od klasyka.
W efekcie mógłbym powiedzieć, że nowa wersja powstała przez dodanie jakiegoś masowego, białokwiatowego słodziaka do klasyka. I tyle!
Opinia końcowa o perfumach Carolina Herrera Good Girl Jasmine Absolute
Liczyłem na to, że to będzie coś spektakularnego, „jakiegoś”, czegoś co będzie tak ciekawe jak jaśminowy Shalimar. A tutaj wyszła jednak masówka, która jest podobna do klasyka, ale wyraźnie gorsza.

Kampania perfum Good Girl Jasmine Absolute




