Spotkanie
w warszawskiej perfumerii Quality w C.H. Blue City odbyło się niemal dwa tygodnie temu, ale dopiero dziś postanowiłem je przybliżyć. Powód w sumie jest jeden- nieznajomość tematu. Perfumy marki Les Parfums de Rosine omijałem dotychczas szerokim łukiem i od 2005 roku poznałem ledwie dwie, może trzy ich kompozycje, a to zdecydowanie za mało, aby wypowiadać się w kwestii marki. Zaległości nadrobiłem zarówno na spotkaniu, jak i po nim.
Pół dnia spędziłem nad rozmyślaniem jaki strój będzie odpowiedni. W końcu zerknąłem na zdjęcia z poprzednich eventów (np. tam gdzie Escritora jest ubrana dość elegancko a reszta Pań jakby wyszła z pola dopiero) i na tej podstawie uznałem, że nie warto pakować się w garniak czy nawet elegancką koszulę- to był błąd. Jasne dżinsy i sportowa koszula plus sneakersy tworzyły dość dziwaczną atmosferę wokół mnie. Dodatkowo byłem jednym z dwóch facetów-klientów (nie liczę Panów Missalów) i dodatkowo żadnej znajomej duszy na początku nie zauważyłem.
Marie-Helene okazała się bardzo sympatyczną osobą i przede wszystkim zaangażowaną w to co robi. Zakładałem, że będą to same „ochy” i „achy” a ostatecznie zaserwowano mi w atrakcyjny sposób skondensowaną wiedzę o marce, której próżno szukać w internecie. Po raz pierwszy w swoim życiu miałem okazję wąchać absolut różany, który pachnie zupełnie inaczej
od olejku, bardziej zielono, trochę gnijąco i mniej intensywnie. Oczywiście klasyczny olejek też można było poznać, ale to rzecz mniej interesująca. Później odbyła się premiera dwóch najnowszych zapachów marki Les Parfums de Rosine: limitowanej Une Rose au Bord de la Mer i trzeciej, męskiej róży- Rosissimo. O pierwsze już pisałem TU, drugą zajmę się niebawem.
Między wierszami było mnóstwo różanych smakołyków od ciast po alkohole. Cała oprawa zasługuje na uznanie, bo miejsce naprawdę wyglądało rewelacyjnie i bardzo klimatycznie w kontekście nazwy „Wieczór pod Różami”.
Pod koniec było jakieś losowanie nagród, ale niestety nie doczekałem do tego momentu. Z tego też powodu nie wiem jak długo trwało spotkanie, bo opuściłem perfumerię parę minut po godzinie 20.
Żałuję, że nie chodziłem na wcześniejsze tego typu spotkania w perfumerii Quality, bo warto. Oj, warto. Spotkania z ludźmi, których znamy jedynie z liter i zdjęć to doświadczenie bezcenne.
Zdjęcia za missala.pl



