14 maja 2010

Scent Stories- polski projekt pracowni Ah and Oh

Cztery flakony, które powstały w poznańskiej pracowni Ah and Oh to ciekawy smaczek wzornictwa i ciekawe ujęcie tematu. Na pewno nie można zarzucić flakonom braku oryginalności i szarości. Wyróżniający się design z powodzeniem pozwalałby widzieć Scent Stories na półkach niszowych perfumerii, ale bardziej w stylu Horn & More czy Galilu niż Quality, choć orwellowski prosiak obok Clive Christianów i Kilianów mógłby wzbudzić zainteresowanie.

Macie pomysły jak mogłoby to pachnieć? No bo np. Poe bym widział w klimatach Ekscentryków, Let Me Play the Lion z odrobiną róży w stylu Madness. de Sade był już w wersji HdP jako paczulowiec-ziołowiec. Na Orwella nie mam pomysłu, a Laclosa nie znam.

Informacje i zdjęcia za www.behance.net

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

guest
10 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Michał Święcki
15 lata temu

Orwell – władczą skórą, prochem i whisky. Albo niczym, przecież w 1984 wszystko było na kartki.

Poe – wiktoriańską lawendą i cywetem obłędu.

De Sade – lubieżnym ylang.

Laclos – przyznaję, nie znam. Strzelam – puder, pomada, sycylijska cytryna (ta z Eau d'Hadrien).

Marcin Budzyk
15 lata temu

Ocet nie był na kartki i denaturat też nie. To zaiste ciekawe pachnidło by wyszło.

Mam w tej chwili małą robótkę na dość nietypowe zapachy "śmierdzące" i właśnie takie jedno (mojego autorstwa) pachnie jak skiśnięty śluz pochwowy w piwnicy … Tak by mógł pachnieć Sade 🙂
W składzie mieszanki fiołek, paczula, labdanum, irys i parę innych…

Michał Święcki
15 lata temu

Nie mogę nie spytać czy wąchałeś śluz pochwowy, lol. Ciekaw jestem efektu tej twojej pracy.

Ostatnio odkryłem Versace L'Homme – skórzano-wawrzynowy smród. W stylu Kouros i Rabanne ph. W tramwaju ludzie odsuwali się ode mnie na metr (szczerzy zęby).

Anonimowy
Anonimowy
15 lata temu

Laclos – róża i tona pudru muszą być niestety. Niech dławi lecz niewinnie. Potem wyraźna, fizjologiczno-moczowa nuta. Musi być też miejsce na ciut tłustości jak frangipani czy jaśmin. Kończy się bardzo gorzko-cierpko, jak garbniki z ciężkiego wina ze świeżą oliwą. Wyprawiona skóra trochę pasuje, ale nie do końca o to mi chodzi…
Tzw. dobre złego początki. Jak to w niebezpiecznych związkach 🙂 Musi być niewinnie i rozpustnie zarazem…

A Orwell dla mnie pachnie… płaczem… Tak jak Dick zresztą.
pozdrawiam,
M.A.

Marcin Budzyk
15 lata temu

Michale– odpowiedź pominę milczeniem, bo każda będzie zła.
M.A– Po prostu muszę to przeczytać (NZ). Ta rozpusta ma moc przyciągania.

Anonimowy
Anonimowy
15 lata temu

Książka może zawrócić w głowie – film z Malkovichem, młodziutką Pfeiffer i Glenn Close też ekstra. I nie wiem, czy najpierw czytać, czy oglądać… Bo różnice są, zobaczysz 🙂 Ale to już chyba zupełnie inny temat… 🙂
M.A.

Hisoka
15 lata temu

Póki jeszcze nie znam nut mogę sobie o nich pofantazjować 🙂

Poe- powinien dla mnie pachnieć frankońskim kadzidłem z mrocznymi dodatkami 🙂 Można by pójść w stronę stęchłej piwniczno-kryptowej paczuli.

Laclos-te niebezpieczne związki 'namalowałabym' sobie bez róży. Mogą być fiołki w morderczym wydaniu i kapka migdałowego arszeniku.

de Sade-ambra, cynamon i goździki. Niech słodzi i rozpala 🙂

Orwell-podoba mi się propozycja z whiskey i skórą. Chociaż rum byłby bardziej aromatycznie wdzięczny

Hisoka
15 lata temu

Póki jeszcze nie znam nut mogę sobie o nich pofantazjować 🙂

Poe- powinien dla mnie pachnieć frankońskim kadzidłem z mrocznymi dodatkami 🙂 Można by pójść w stronę stęchłej piwniczno-kryptowej paczuli.

Laclos-te niebezpieczne związki 'namalowałabym' sobie bez róży. Mogą być fiołki w morderczym wydaniu i kapka migdałowego arszeniku.

de Sade-ambra, cynamon i goździki. Niech słodzi i rozpala 🙂

Orwell-podoba mi się propozycja z whiskey i skórą. Chociaż rum byłby bardziej aromatycznie wdzięczny

Marcin Budzyk
15 lata temu

To niestety same butelki i zapachów w nich raczej nie będzie. Możemy więc fantazjować do woli. 🙂

Anonimowy
Anonimowy
15 lata temu

Nie wytrzymam!! To genialne!! Zachwycają mnie wszystkie. Choć przyznam, że największy sentyment mam do Laclosa – czytałem, oglądałem. To jest dla mnie arcydzieło wszech czasów. Ma zupełnie niepowtarzalny klimat pełen ciągłego napięcia w starciu niewinności z okrucieństwem. Ale nie takim sadystycznym okrucieństwem, jak u de Sade'a. Jest to okrucieństwo wynikające z głębokiego namysłu nad rzeczywistością, okrucieństwo, które jest odpowiedzią na zastaną rzeczywistość. Dla mnie zapach Laclosa to powinien być puder, jakieś drewno, nuty kwiatowe, do tego deszcz, płonące świece i trochę potu.

P.S. Książkę należy czytać w wersji Boya – ocenzurowanej z nudy długaśnych chrześcijańskich tyrad pani de Rosemonde. Film natomiast tylko Frearsa – należy obejrzeć raz, a potem wielokrotnie. To jest arcydzieło, w którym akcja rozgrywa się na wszystkich płaszczyznach: w planie pierwszym i drugiem, na twarzach bohaterów i w ich gestach.