Wreszcie mam przyjemność obcować z zapachem Montale, który nie powala na kolana swoją klockowatością. A powiedzmy sobie szczerze, że coś co nazwano Full Incense mogło by zostać perfumeryjnym hipopotamem. Ale tak się nie stało. Perfumeryjna sawanna wzbogaciła się w geparda. I całe szczęście.
Wreszcie dano mi na tacy perfumy kadzidlano-kościelne, nad którymi mogę się pozachwycać. Po średnich premierach Comme des Garcons w tym temacie (Holygrace i Holygrapie), żenującym Shanaan i dobrym Rzymie marki Made in Italy, wreszcie wieńczę świątynne zabawy z Full Incense. Więcej w tym roku chyba już nie będzie.
Przy okazji muszę powiedzieć, że doceniam Pierre’a Montale za to, że unika dorabiania zbędnej ideologii do swoich perfum. Nazywa je prosto i nie mówi o tym, że zainspirowane zostały tym i tamtym. Skupiony tylko na zapachu wreszcie zrobił kompozycję, która celuje w najwyższą perfumeryjną jakość. No i przy okazji jest to praca z kadzidłem frankońskim, które do najłatwiejszych składników nie należy, o czym wielokrotnie miałem przyjemność się przekonać.
Tutaj zostało wszystko dopracowane w najmniejszym szczególne. Każda naczynie drewna, każda drzazga tworzy szereg przesiąkniętych dymem ław. Nie ma tu iskrzącej cytrusami głowy, próżno też szukać charakterystycznego pieprzu. Full Incense to zapach bazujący tylko na żywicznych, dymnych
składnikach. I to czuć. Nie ma tu strzelistości Bois d’Encens, nie ma też wilgotnych i kamiennych akordów Avignon. Montale pokazuje wizje kościoła romańskiego. Bez ostrych iglic, bez sięgania niebotycznych wysokości, ale za to z solidnymi podstawami.
Cedrowe pale mocno kotwiczą kompozycję w gruncie. Utwardzającym spoiwem uczyniono labdanum. Dopiero na takiej podstawie wyrosła cała kadzidlana budowla. Masywna, ale nie przytłaczająca. Bardzo nie-montalowska, po prostu świetna. Nie będę pisał, że czuję żywicę elemi, że czuję to i tamto, bo nie czuję… W Full Incense widzę tylko mocno cedrowe pale i domyślam się roli labdanum w nadawaniu słodkiego, trochę ciepłego charakteru. Na tym wszystkim postawiono zmyślną konstrukcję z kadzidła frankońskiego. I to w jej obszarze toczy się cała gra tej kompozycji, w niej tkwi cały jej potencjał. Kadzidło zmienia się, formuje różne obłoki, odsłania różne twarze, i to wszystko bez konkretnej zmiany nut.
Zapachów Montale, nawet nowości, nie zwykłem już nawet testować. Uznawałem, że nie warto. Jednak przejść obok czegoś co nazywa się Full Incense obojętnie to grzech. Montale się odczarował, zmienił wizerunek i przez to przesuwam tę markę z kategorii „porodówka hipopotamów” w obszar „a nuż znajdę rodzynka”. Jeden już jest!
A i gdybym miał się pokusić o prosty szereg jakości to wygląda on tak: Shanaan < Cardinal < Rome < Avignon < Bois d'Encens. Full Incense kołacze między Avignon a Bois d’Encens, lecz bliżej mu do tego pierwszego.
Nuty: olibanum, labdanum, drzewo cedrowe, elemi, paczula
Rok powstania: 2010
Twórca: Pierre Montale
Cena, dostępność, linia: produkt niedostępny w Polsce, za 50 mL wody perfumowanej zapłacimy na luckyscent.com 120 $; śmiem przypuszczać, że niedługo pojawi się w ofercie perfumerii Quality Missala
Fot. nr 2 z farm3.static.flickr.com



