14 lutego 2018

Yves Saint Laurent Y

 

Yves Saint Laurent Y
Yves Saint Laurent Y

 

Pamiętam, że w ubiegłym roku kilkukrotnie testowałem Yves Saint Laurent Y na lotniskach, i że dziwnym trafem nigdy nie zrobiłem notatek na ich temat. To rzadkość, bo zawsze, nawet na skrawkach papieru, staram się zapisywać uwagi dotyczące poznanych zapachów

A teraz siedzę sobie i na spokojnie testuję Y już po oficjalnej, polskiej premierze. Stwierdzam, że perfumy nie są warte nawet zdania. To marny, do bólu chemiczny wytwór laboratoryjnych koszmarów. Trochę ozonowy, trochę wodny, paskudnie świeży i metalicznie wstrętny. Przypomina mi najgorsze, limitowane wariacje na temat Light Blue skrzyżowane z tanimi perfumami sportowymi.

Zaskakuje fakt, że czuć tu akord kadzidlany, lecz nawet on jest wyziewem chińskiej fabryki.

Oficjalna fotografia perfum Yves Saint Laurent Y
Oficjalna fotografia perfum Yves Saint Laurent Y

I aż dziw bierze, że tego typu kompozycja mogła zostać stworzona przez samego Dominique Ropiona. No cóż, wychodzi na to, że klient nasz Pan i trzeba robić perfumy w tym kierunku, w którym brzęczą dolary w sakwie.

Opinia końcowa o Yves Saint Laurent Y

Zapach na zerowym poziomie, przeżarty najtańszymi syntetycznymi składnikami od nut głowy po bazę. Nawet cytrusy, które zawsze grają naturalnie, oślepiono chemicznym blaskiem ozonowo-aldehydowym.

 

Najważniejsze cechy:

  • – świeży, ozonowo-morsko-aldehydowy klimat
  • – zakurzona baza
  • – arcysyntetyczny wydźwięk całej kompozycji

Nuty: akord ambrowy, aldehydy, mięta, cytrusy, fiołek, bergamotka, geranium, kadzidło
Rok premiery: 2017 (w Polsce 2018)
Twórca: Dominique Ropion
Cena, dostępność, linia: woda toaletowa dostępna w pojemności 60 i 100 mL
Trwałość: dobra, około 7-8 godzin

Reklama perfum Yves Saint Laurent Y

 

Reklama perfum Yves Saint Laurent Y
Reklama perfum Yves Saint Laurent Y

 

Najważniejsze cechy:

Charakterystyka:

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

guest
24 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Ortu Ditu
8 lata temu

Nie bronię tego zapachu bo go nie znam. Jednak…taki blog prowadzi się dla "szerszej gawiedzi". a nie dla "nosów", których pewnie jest w Polsce kilkaset, z tego ten blog czyta jakieś 3 sztuki (z tego co widzę po wpisach).
No i teraz kwestia taka, że o ile o gustach się nie dyskutuje, a Twoje preferencje są ważne, bo to Twój blog przecież, to takie analizy techniczne typu "podła chemia z laboratorium" itp, są tylko dla "nosów".

Ludziom, którzy wchodzą na taki blog (jak min ja)chcącym zaczerpnąć wiedzy o tym "co warto", nic to nie daje.
Ba, wręcz wielekroć zniechęca do tego co pachnie, a zachęca do śmierdzieli.

Pod wpływem tego, i innych blogów perfumiarskich zakupiłem trochę sampli na ebayu. I całe szczęście, że sampli, bo czasem czytając euforyczne opisy ma się ochotę w ciemno kupić flakon.

I tak min…

Chanel Sauvage (stary). Podobno szał i klasyka. Cóż…cukierki ziołowo cytrynowe na gardło.

Cartier Declaration. "Elena znowu genialny!". Hmmm kwiatki i herbatka. Może i ładny, ale damski, nie męski.

Drakkar Noir…cóż, na podstawie zachwytów chciałem kupić w ciemno. Kupiłem jednak odlewkę za 5 funtów.
Co mogę powiedzieć? Kto mi zwróci 5 funtów teraz?? Śmierdziel, śmierdziel, śmierdziel i tak mogę powtarzać. Miałem w głowie, w pamięci ten "zapach", gdzieś, skądś…wiem że go znam.
Tak! To stare, sprzed 10 lat doświadczenie – balsam po goleniu NIVEA. Ten sam "zapach". Dostałem go pod choinkę, więc używałem, bo był. Jednak męczył mnie zawsze niemiłosiernie. Kiedy spełnił swoją funkcję – odkażanie po goleniu, najczęsciej zmywałem twarz woda z mydłem.
Chwila cytrusów, i czeka się na wyrywające z butów rozwinięcie ( "ileż tam składników, ileż nut!" jak pisza nosy), i co? I przechodzi w ciężkiego, nieznośnego śmierdziela, który dorywa się do skóry i nie chce jej puścić. 10 min po aplikacji poszedłem umyć nadgarstki woda z mydłem, i przepsikałem Diorem Cytrynką.

Valentino Uomo. " Męski, zachwycający!". Kapuczino z mleczkiem i czekoladka. Słodziaczek dla miłej, starszej pani.

I tak mogę wymienić jeszcze ze 4.

Ludzie, nie sugerujcie się takimi blogami. Ok, ładne pióro, dobra analiza techniczna itp, ale czy coś pachnie sami sprawdzajcie w drogeriach, czy najpierw kupując sample za kilka złotych.

Marcin Budzyk-Wermiński

Dziękuję za komentarz i poświęcony nań czas.

Nez de Luxe jest najchętniej czytanym blogiem o perfumach nie tylko w Polsce, ale i w Europie, a przy okazji drugim największym na świecie (zaraz za anglojęzycznym Now Smell This). Miesięcznie czyta mnie 50 000 – 100 000 osób. To więcej niż 3 osoby 😉

Zapachów, które wymieniłeś, nie mogłeś kupić pod wpływem moich recenzji, ponieważ nie pisałem ani o Drakkar Noir, ani o Dior Eau Sauvage. Również recenzja Declaration nie jest pozytywna.

A Valentino Uomo opisałem w skrócie tak samo jak Ty.

Nie podejmę się oceny innych blogów, ponieważ interesuje mnie tylko Nez i to, żeby opisy tu zamieszczone były jak najmniej subiektywne, a jak najbardziej oddawały faktyczne cechy zapachów. Może nie zawsze mi się to udaje, ale bardzo się staram i na szczęście, większość czytelników to potwierdzi.

Przy okazji przypominam raz jeszcze, że najważniejszy jest własny gust. Jeśli komuś podobają się syntetyczne, najtańsze składniki połączone w tak mało artystyczny sposób (jak np. w Yves Saint Laurent Y), to nie ma zupełnie potrzeby, żeby sięgał po Chanel No. 5 lub Guerlain Limon Verde…

Najważniejsze jest to, jak my sami czujemy się w perfumach

Ortu Ditu
8 lata temu

No tak, wylałem "żale" tutaj…Ale napisałem, że pióro dobre itp, główne zaś przesłanie brzmiało "miej własny gust i sprawdź zanim kupisz", czyli zgadzamy się.

100 tysięcy to chyba przesadza. No ale skoro mówisz, nie będę zaprzeczał. Mi chodziło o "nosy", a i wnioski wysnułem po komentarzach, boć w nich widać ze 3 osoby które piszą podobnie jak Ty.

Tutaj zaś Drakkar Noir
https://www.nezdeluxe.pl/2013/04/neymar-junior-i-guy-laroche-z-okazji-30.html

Espena
8 lata temu

Mnie się z kolei bardzo podobają wpisy pana Marcina.
Niedawno kupiłam właśnie "w ciemno" zapach, który
polecał i się nie rozczarowałam :). Ale większość
perfum, które bardzo lubię on też pozytywnie ocenił,
więc mamy podobny gust i widocznie podobnie się nam
na skórze rozwijają.
Pozdrawiam!

Klaudia
Klaudia
8 lata temu

Drogi Ortu. Po pierwsze, sugerowanie się iloscią wpisów jest bardzo mylące. Po drugie, recenzja jest subiektywną oceną, możesz się z nią zgadzać lub nie. Osobiście bardzo się cieszę, że są osoby które potrafią i chcą rzeczowo recenzować coś, czym od dawna się interesuje. Dzięki temu unikam nachalnych pań w sieciówkach, które usilnie wciskają mi produkt który chcą sprzedać a nie ten, który mi sie podoba. Życzę powodzenia w (jak sądzę) nowym hobby, jakim jest poznawanie zapachów… "nosem" 😉

Ortu Ditu
8 lata temu

Wpisy są dobre. Do treści, stylu i formy nic nie mam. Blog jest bardzo dobry pod tymi względami.

Chodzi mi o coś innego – preferencje własne, podszyte głównie jak widzę sztampą, która mówi jak wyglądają prawdziwe i te słuszne zapachy. Czasem nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością.
Np w tej recenzji czytamy o sakiewce, dla której powstaje zapach. Tak jakby producent wypuszczał za gigantyczne pieniądze zapachy tylko dla wąskiej grupy koneserów, którzy potrafią rozpoznać czy zapach jest "słuszny".

A co do strzałów w dychę autora blogu. Tak, zauważyłem, że ma nosa do damskich perfum.

Leokadia Pumeks
8 lata temu

Ortu Ditu: sorry, ale chyba nie zrozumiałeś czym jest ten blog. Marcin nie pisze "dla gawiedzi" tylko naukowo wyaśnia zapachy i uczy nas je czytać. To nie znaczy że mamy kupować w ciemno wszystko co dostaje od niego notę powyżej 8/10, albo wylać do zlewu to co ma poniżej 3/10. Marcin jest recenzentem obiektywnym. Jest w stanie dać najwyższą notę zapachowi który jemu prywatnie się nie podoba. Bo nie o podobanie tu chodzi tylko o sztukę tworzenia zapachów, o wiedzę do której potrzeba lat studiów i iskry bożej.

Idę
8 lata temu

Wracając do koszmarka Y…, potwierdzam opinię Panie Marcinie. Dramat, chałka i amatorka. Zapach na siłkę. Zero konotacji z perfumiarstwem.

Ortu Ditu
8 lata temu

Napisałem o tym wyżej -wiem przecież, że oceny są subiektywne. Mam tylko zastrzeżenia do popadania w skrajności.

I tyle.

Anonimowy
Anonimowy
8 lata temu

hehehe- to czytaj opisy zmajstrowane przez dystrybutorów, kup sobie Invictusa i masz temat z głowy.

Ortu Ditu
8 lata temu

No właśnie jestem za tym żeby wąchać w drogeriach czy zamawiając sample, a nei podniecać się na forach pod wpływem opisów "nosów".

Invictusa to ty pewnie masz na szafce.

Anonimowy
Anonimowy
8 lata temu

Codziennie po pracy piję kawkę i czytam bloga ( o ile jest wpis), sprawia mi to mnóstwo frajdy! Czy naprawdę jestem jedną z trzech osób na całą Polskę? Tu bym polemizowała. Ola

Leokadia Pumeks
8 lata temu

No to już nas jest dwie!

Leokadia Pumeks
8 lata temu

A generalnie to dwie są dla mnie najprzyjemniejsze chwile: kiedy samodzielnie wyszukam coś w perfumerii, kupię spontanicznie w zachwycie a potem czytam na blogu że to arcydzieło (brawo ja!), a druga : kiedy przeczytam o jakimś cudownym zapachu, idę sprawdzic na własny nos i… faktycznie czuję to samo! Ale nie zawsze tak sie dzieje, o nie! "Like this" mojej ukochanej Tildy niestety jedzie dla mnie lukrecją której organicznie nie cierpię i koniec, nie kupię nie mam mowy, sorry Batory! 🙂

Ortu Ditu
8 lata temu

Dokładnie o to mi chodzi o czym piszesz. Bloga się czyta świetnie, opinie i recenzje sa wartościowe, jednak podstawa to samemu sprawdzić swoim nosem.

Dzisiaj byłem w perfumerii…słabo w sumie zaopatrzona bo to UK, ale mimo to wszedłem. Po raz kolejny wziąłem sample Channel Allure Homme sport oraz Egoiste Platinum – te wprawiające w zachwyt na wszystkich blogach prowadzonych przez "nosy". Po raz którys już je sprawdzam, bo i w Warszawie robiłem do nich kilka podjeść w Sephorach. I co?
I jest w tych "cudach" perfumiarstwa coś co mnie odrzuca. Jakaś nuta metaliczna której mój nos nei trawi.
Także z tym kupowaniem na podstawie opisów trzeba uważać cały czas 😉

Anonimowy
Anonimowy
8 lata temu

Ortu – mam dla ciebie bezpłatną poradę: załóż swój blog i wpisuj swoje opinie i swoje oceny . Jeżeli jesteś niedostrzeżonym geniuszem perfumiarstwa i wyrocznią dla innych będziesz mieć swoje dni chwały i rzesze podążających. Ale jak chcesz zaczynać od krytykowania to IMHO nie jest najlepszy sposób , a piszesz w sposób jak byś był samym Kurdijan albo Polge tyle że po polsku i incognito .

Ortu Ditu
8 lata temu

Zaś ja mam z kolei dla Ciebie poradę. Jak czytasz, to czytaj ze zrozumieniem, albo poproś kogoś żeby ci wytłumaczył sens tego co czytasz. Bo w innym wypadku w…między wódkę a zakąskę, ale ni hu hu nie kumasz o co w tym chodzi.
Wujku dobra rada.