
Zjawisko kreacji nowych perfum o tych samych nazwach można nazwać tragedią, lecz Dior wydaje się nie przejmować całym przedsięwzięciem. Lansuje zapachy bez przerwy, jeden po drugim. Bez oglądania się na straty.
Tym razem pora przyszła na Miss Dior EdT 2019, czyli kolejną wariację na temat wielkiego klasyka. W zasadzie trudno rozpatrywać ją przez ten pryzmat, bo z Miss Dior (tą pierwszą, pierwszą, sprzed ponad pół wieku) nie ma niczego wspólnego.
Francois Demachy mówi, że to świeży zapach poświęcony bogatej róży i konwalii. Lektura spisu nut nasuwa podobieństwa do Miss Dior EdP 2017. To zaś powoduje, że starcie z rzeczywistością okazuje się dość bolesne. Nowa Miss Dior pachnie lekko, niemrawo i wtórnie. Choć różni się wyrazem od Chance Eau Tendre EdP, to klimat i sposób prezentacji jest prawie taki sam. W obu dominują tanie, rozcieńczony syntetyki różane. Owszem, być może w formule użyto naturalnego olejku lub absolutu z róży stulistnej, lecz tylko w ilościach marketingowych – to znaczy homeopatycznych.

Dior zabił Miss Dior w wersji Eau de Toilette. Przed nosem zwisa nam nawet nie połamany manekin co jakieś resztki jego ubrań – woalki i koronki – pokryte kurzem, wykonane z syntetycznego jedwabiu. Jestem zawiedziony i to bardzo, ponieważ pamiętam ostatnie premiery Francuzów. Były zjawiskowe Absolutely Blooming, pikatne i świeże Blooming Bouquet czy nawet przedostatnią, udaną Eau de Parfum 2012.
Rozwój nowej Eau de Toilette polega na minimalnie cytrusowym początku, później prezentacji akordu kwiatowego na poziomie J’adore, a jeszcze później idziemy do płaskiej, niby czystej, ale syntetycznej bazy. Taki kurz osiadły na wypucowanym sprzęcie w nieużytkowym laboratorium.

Opinia końcowa o Miss Dior Eau de Toilette 2019
Perfumy bez głębi, bez ikry. Neutralne. Tak mógłby pachnieć żel pod prysznic, perfumy, żel do toalet. Uniwersalny, przyjemny aromat chemii gospodarczej nie jest jednak dziełem sztuki perfumeryjnej.

Kampania Miss Dior EdT 2019
Twarzą i ambasadorką perfum pozostaje Natalie Portman.




