
Czas zatem na ósmą reinterpretację La Nuit Tresor i trzydziestą pierwszą, jeśli za pierwowzór uznamy klasyczne Tresor. Prawdopodobnie nie są to szacunki dokładne i edycji było nawet więcej.
Lancome La Nuit Tresor Musc Diamant pachnie tak, że bez trudu przypiszemy go do rodziny La Nuit. DNA jest wyraźnie wyczuwalne. W skład tej sygnatury wchodzi oczywiście róża, akord owocowy i smakowity. Formalnie spis nut Piżmowego Diamentu jest różny od innych członków serii, lecz praktycznie pachnie do nich podobnie.

Niestety, „podobnie” znaczy „trochę gorzej”. Kompozycja jest bowiem zasłodzona w tanim stylu, który nawiązuje do niskiej półki. Wątki różane i owocowe przedstawiono w sposób wręcz infantylny. Fiołkowe, pudrowe podbicie brzmi również nieszczerze i syntetycznie. W ogóle, jeśli oceniamy grę fiołka, to wypada ten niuans znacznie gorzej niż w cudownej odsłonie A la Folie.
Można powiedzieć, że La Nuit Tresor Musc Diamant to najprostsza, najłagodniejsza z wariacji. Samo w sobie nie byłoby to wadą, ale Lancome postawiło jednocześnie na spadek jakości składników. Podejrzewam, że perfumy wąchane w ciemno mogłyby być odebrane jako zapach jakiejś celebrytki za 50-100 złotych.

Pod względem zmienności wypadają trochę lepiej od klasycznej Eau de Parfum, ale jakość nut plasuje się sporo niżej. Dopełnieniem całości jest najsłabsza baza wśród wszystkich pozycji z tej rodziny. W niej obcujemy z taniością totalną, co w zasadzie przekreśla plusy zdobyte nieco wcześniej.
Opinia końcowa o Lancome La Nuit Tresor Musc Diamant
To perfumy, jakich setki się pojawiają i zaraz gasną. W kontekście sukcesu rynkowego trzeba jednak przyznać, że jest szansa na wielki wynik. To za sprawą zjawiskowo pięknego flakonu, który w świecie realnym robi kolosalne wrażenie. Wygląda magicznie. Szkoda tylko, że pachnące płyn wypada jak magia plastikowej lalki Barbie.

Kampania perfum La Nuit Tresor Musc Diamant

https://www.youtube.com/watch?v=eA3rReJSxss
Twarzą perfum została Penelope Cruz, co również nie pozostanie obojętne na sukces kompozycji.



