
Tutaj sprawa jest prosta! Ta kompozycja nie ma nic wspólnego z tegorocznymi, absolutnymi wersjami Euphoria Elixir (Solar czy Bold).
Nowe perfumy Calvin Klein Euphoria Signature Elixir są bardzo podobne do klasycznej wersji Euphoria Eau de Parfum. Są jednak gęstsze, bardziej zawiesiste i mroczne niż obecnie dostępna odsłona tego wielkiego zapachu. Natomiast jeśli ktoś posiada w swojej kolekcji dawną wersję Euphoria EdP, to nowa wersja nie zaskoczy go tymi wrażeniami, choć wiele osób w poczet zalet zaliczy wzrost mocy i dodanie nut pralinkowej słodyczy na początku oraz solidnej, nieco ziemistej paczuli w bazie.
Euphoria Signature Elixir jest bardziej treściwa. Kiedy nuty pozornie słodkie, mainstreamowe i masowe opadną, to pokazuje się szkielet dawnej Euphorii sprzed lat. Nie dość, że można w nim zobaczyć wszystkie walory dawnej formuły, to jeszcze dodano tej udanej, truflowo-paczulowej nuty. W takiej formie składniki takie znamy z Black Orchid, ale w dzisiejszych czasach mało kto tak je przedstawia. To bowiem akord trudny i niekomercyjny. Nie sądziłem, że firma pokroju Calvin Klein (z perspektywy dzisiejszych czasów) odważy się na taki zabieg.
Perfumy te nie wymagają jakichś długich opisów, bo to rzetelna, warta uwagi wariacja na temat Euphorii, którą znamy i cenimy od lat.
Opinia końcowa o perfumach Calvin Klein Euphoria Signature Elixir
Mamy tutaj i owocową szyprowość, i drzewną fiołkowość, i tę bogatą, naturalnie ziemistą paczulę. Jeśli ktoś tęskni za wielkimi perfumami tej marki, to tutaj odnajdzie ślady dawnej wielkości.
W mojej ocenie to najlepszy flanker tej rodziny od wielu, wielu lat…

Kampania perfum Euphoria Signature Elixir

Wszystkie zdjęcia i informacje oficjalne pochodzą ze strony calvinklein.com



