22 kwietnia 2023

Rochas Man Intense

Rochas Man Intense perfumy

Maurice Roucel to z pewnością jeden z najbardziej utalentowanych perfumiarzy czasów współczesnych. Ma dobry nos zwłaszcza do kompozycji z wplecionymi nutami słodyczy i drewna

Tak właśnie jest w przypadku Rochas Man Intense, które premierę miały w tym roku. To słodko-drzewna mikstura, w której rolę dominanty pełni akord kawowy-fougere. Dokładnie tak samo było w klasyku z 1999 roku – Rochas Man. Akord ten był w tamtych czasach rewolucyjny, choć jednocześnie trzeba uczciwie powiedzieć, że „pierwszy” był Jacques Huclier – on w 1996 roku stworzył Mugler Amen, a rok wcześniej powstało Le Male – prekursor słodkiego fougere w męskiej perfumerii.

Wersja tegoroczna na pewno bardzo mocno wyróżnia się na tle męskich premier. Poziom jej słodyczy jest wysoki, ale nie zaliczam jej do grona „słodziaków-ulepiaków”, ponieważ nie powiela schematów. Tutaj cukier ma inne pochodzenie niż w syntetycznych koszmarkach, które codziennie debiutują na półkach perfumerii. Z drugiej strony musimy mieć świadomość, że Rochas Man Intense również bazuje na składnikach nienaturalnych, ponieważ takich efektów natura nam nigdy nie da. Są to jednak składniki odmienne od średniej rynkowej i skomponowane z pomysłem i werwą, bo tego Roucelowi nie można zarzucić.

Zapach zaczyna się zatem akordem lawendowo-kawowym, który trwa od początku do samej bazy. Przeszywa całość jak strzała. Jest przy tym dość monumentalny i sam w sobie nie jest zmienny. Z czasem po prostu maleje jego intensywność. Początkowe fazy są wzbogacone elementami kręcącymi w nosie – jakby pieprzem, cytrusami, może jakimiś świeżymi, drzewnymi molekułami. Jest też efekt ziołowego likieru. To sprawia, że start Rochas Man Intense odbieram pozytywnie, choć jednocześnie nie widzę wielkich różnic wobec klasyka, który (a mam go w pamięci zapisanego) pachniał bardzo podobnie.

Później ostrości się wygładzają. Wzrasta poziom słodyczy. W sercu, po 2-3 godzinach, z akordu głównego wybija się na moment kawa, która przyjmuje formę espresso z dużą ilością cukru. Natomiast szybko wraca też na swojej miejsce obok lawendy. W tym czasie perfumy mogą się też kojarzyć „barbersko”, trochę jak miks kosmetyków u golibrody. Poziom naturalność nie jest duży, ale jakość konstrukcji jest świetna od początku do końca. Baza absolutnie nie pachnie tragedią.

Opinia końcowa o perfumach Rochas Man Intense

To coś, co wyróżnia się w gąszczu klonów na półkach męskich perfumerii. Polecam testy, jeśli ktoś lubi Amena, Eisenberg J’ose czy Jean Paul Gaultier Le Male. Natomiast jest to kompozycja bardzo, bardzo podobna do klasycznej odsłony Rochas Man.

 

Kampania perfum Rochas Man Intense

Wszystkie zdjęcia i materiały oficjalne pochodzą ze strony rochas.com

 

Najważniejsze cechy:

charakter: gourmand

+ wyróżnia się na tle współczesnych premier

+/- bardzo duże podobieństwo do klasyka

Charakterystyka:

Nuty: cytrusy, lawenda, kawa, wanilia, drewno cedrowe

Rok premiery: 2023

Twórca: Maurice Roucel

Cena, dostępność, linia: woda perfumowana dostępna w pojemności 50 i 100 mL

Trwałość: bardzo dobra, około 7-8 godzin

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Krzys84
Krzys84
1 rok temu

Super trzea bedzie przetestowac bo starsza wersja niestety pomimo swej orginalnosci straciła na mocy prze ostatnie lata moze ta wersja wytrzymie dluzej na skórze

Krzys84
Krzys84
1 rok temu
Reply to  Krzys84

Testowałem w Niemczech obie wesje i powiem ze obie sa podobne do siebie i pachna max 2 gidziny i to bardzo słabiutko

Monika
Monika
1 rok temu

Flakon kojarzy mi się z wibratorem. Straszny kicz.

Ada
Ada
1 rok temu
Reply to  Monika

No każdy widzi,co lubi 😆
Proszę wybaczyć,jakoś tak mi się pomyślało..
Tego nie widziałam ale pierwowzór jest identyczny prócz koloru. Jest biały.
I wygląda ładnie, jak oszroniony..
Mi zawsze kojarzył się z nabojem😆

Last edited 1 rok temu by Ada
Monika
Monika
1 rok temu
Reply to  Ada

Doprawdy? Zawsze śmieszyły mnie takie wsiowe komunały typu „każdy coś tam…”