
Ta marka nie należy do jakichś szczególnie cenionych, ale w przeszłości zdarzały się w ich portfolio ciekawe premiery
Trussardi Primo pod kątem formalnym należy do rodziny słodziaków-ulepiaków. W tym miejscu potrzeba wpisać kilka „ale”. Po pierwsze, złożenie nut i składników nasuwa pewna skojarzenia z wielkim protoplastą wszystkich słodziaków-ulepiaków – z Mugler Amen. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że nie jest ta aż tak złożona mikstura.
Pamiętam jednak, że moje pierwsze spotkanie z Primo wyglądało bardzo pozytywnie, bo wyczułem w nich takie samo złożenie kawy i kakaowej paczuli. Co prawda kawa nie jest deklarowana w spisie nut przez marką Trussardi, ale wierzę, że wiele osób może też odczuć ten element.
Później pojawia się w Primo dużo tonki, ale na dwojakimi tle. Mamy zatem i drewienka nasączone nutą „kawopaczuli”. Obok nich jest coś elektrycznego, jak węgielki, ale z nutą kserokopiarki. Kiedyś Comme des Garcons miało zapachy Odeur, które pachniały kurzem na żarówce i tego typu przemysłowymi akordami. I w Primo też coś z takich futurystycznych wątków mamy.
Trussardi Primo kojarzy się też ze złotką erą męskich „słodziaków-ulepiaków”, kiedy pozycje z tej rodziny były wyjątkowe, dopracowane i wartościowe. To znaczy, że nie jest aż zjawiskowa woń jak wspomniany Amen, Le Male, Joop Homme, ale jest znacznie lepsza niż obecne męskie wypusty. W sercu ma też pewne nuty ziołowo-ostrzejsze, które przełamują ogólnie słodki krajobraz.
Niestety, po 3-4 godzinach Primo wpada w objęcia tańsze i bardziej zakurzone. Po 5 godzinach porównania do wielkich klasyków niemal wymierają, a ja nabywam pewności, że to baza rodem z obecnych męskich premier.
Opinia końcowa o perfumach Trussardi Primo
Ze względu na wartościowy i dopracowany akord głowy i bazę jestem w stanie wystawić tym perfumom pozytywną ocenę i zarekomendować testy.

Kampania perfum Trussardi Primo




