
To kolejna z tegorocznych nowości domu Creed
Fragaria (nie mylić z Creed Eladaria, która również jest aktualną nowością) pachnie jednak straszliwie niskopółkowo. To syntetyczne, słodko-rozcieńczone kwiaty o pudrowym wykończeniu (a’la róża z fiołkiem) z dodatkiem syntetycznej wanilii i mnóstwem molekuł drzewno-piżmowych, które przesuwają kompozycją w kierunku produktów drogeryjnych. Perfumy są martwe, niezmienne. W zasadzie ich rozwój polega na stopniowym gaśnięciu i utracie mocy. Jedynie na początku widać jakiś akord owocowo-cytrusowy, ale w wersji ekstremalnie mało szlachetnej. Może faktycznie i pachnie truskawką, ale taką plastikową raczej.
Uważam, że gdyby ktoś wąchał te perfumy w ciemno, to wskazałby na marki z widełek cenowych 50-100 zł, a nie w kategorii niszowej.
Opinia końcowa o perfumach Creed Fragaria
Zapach w sumie ładny, ale tanio brzmiący i płaski. Nie dostrzegam w tej kompozycji żadnych mocnych punktów. Dla mnie to coś na kształt eksperymentu, czy klienci kupią tak tanią formułę za tak spore kwoty. Fragaria stoi znacznie poniżej pozostałych premier marki Creed.




