
Choć nadchodzi jesień, to ta premiera ma nam przemycić trochę letniej radości podczas ciemniejszych miesięcy.
Versace Pour Femme Dylan Blush Pink nie są może apoteozą oryginalności, ale w kategorii różowo-słodkich kompozycji wyróżniają się na plus. Nie pachną bowiem ani jakimiś tanimi molekułami, ani nudną słodyczą zbudowaną na chemiczno-zakurzonych syntetykach. I o dziwo, to początek mają raczej gorszy od dalszych części. Rozpoczynają się bowiem dość sztucznie (ale bez przesady) i musująco. Trochę jak kwaśna guma rozpuszczalna z nutą zielonojabłuszkową i cieniem szamponu. Co ciekawe, choć to wrażenie drogeryjne, to może się podobać. Czuć, że nawet tak frywolny element został złożony z pomysłem.
Później wychodzi prawdziwa nuta „blush” i ona definiuje całość. Jest ciekawa, przyjemna i odległa od tego, co już znamy. Pachnie naprawdę jak marshmallow. Jest zatem miękko, pudrowo, różowo, ale też z nutą delikatnie kwaskową. Na pewno nie wchodzimy w obszary waty cukrowej, mleczno-słodkiego gourmand czy prostackiej wanilii (jak w Rare Eau de Parfum). To bardziej pudrowane cukierki z elementem różaności, choć róży w spisie nut nie mamy. Podejrzewam, że za ten efekt może odpowiadać deklarowana truskawka. Trochę też przypomina mi się beza truskawowo-malinowa, a w zasadzie jej miękkie wnętrze.
Oczywiście, Dylan Blush Pink to nie jest jakaś ekstremalnie skomplikowana kompozycja, ale jest po prostu rzetelnie zrobiona i przyjemna. Nie są to wrażenia wybitnie naturalne, ale też nie rażą syntetycznością lub taniością. Doceniam też fakt, że baza jest obrazem wyciszającego się serca, a nie jakimś zakurzonym, kiepskim koszmarem.
Opinia końcowa o perfumach Versace Pour Femme Dylan Blush Pink
To ciekawa interpretacja nut różowych w perfumach. Miękkość i owocowość podane są tu w sposób, który na pewno zyska uznania wielu kobiet.
Jakościowo jest to też według mnie znaczne lepsza kompozycja od klasycznych Dylan Blue Pour Femme.

Kampania perfum Pour Femme Dylan Blush Pink




