
Na tegorocznych targach Esxence spędziłem w tym roku dłuższą chwilę (poprzednio udawało mi się być tylko przez 4-5 godzin)
Wpadłem też na ciekawy pomysł, żeby do Mediolanu lecieć przez Stambuł. Z jednej strony wiąże się to z koniecznością przejścia dwóch kontroli paszportowych i wydłużoną podróżą, ale z drugiej – ze wspaniałym serwisem Turkish Airlines, który w klasie ekonomicznej sięga pułapu klasy biznesowej Lotu/Lufthansy. Do tego dochodzi transfer na lotnisku w Stambule, który zapewnia większe wrażenia zapachowe niż całe targi w Mediolanie (plus są tu saloniki na poziomie wyższym niż w Europie/Ameryce)… Znajdziemy tu kilkaset marek perfumeryjnych, w tym te najdroższe. Polecam!
Wróćmy jednak do Włoch
Przewąchałem około 50-100 nowych zapachów. Oczywiście, o rzetelnych testach nie ma mowy w takich warunkach, ale doświadczenie zdobyte przez lata pracy pozwala mi nawet w takich prób wyciągnąć obiektywne fakty o kompozycjach.
Prawda jest taka, że od lat nie znajduję na tego typu targach żadnych ciekawych, NOWYCH marek, które chciałbym wprowadzić do Impressium.
Kolejne firmy powstają jak grzyby po deszczu, ale dosłownie ŻADNA (z tych, które poznałem) nie przedstawia większej wartości w mojej ocenie.
Mamy zatem trzy podstawowe zjawiska:
1. Kopiowanie hitów (BR 540, Bianco Latte, Bois Imperial, Lost Cherry, lepkie owoce od ananasów po banany, wiśnie i brzoskwinie oraz piżmowo-ambrowe bomby) zazwyczaj jest nieudolne i słabe. To wynika z obiektywnych kwestii technicznych. MFK, Xerjoff czy Essential zamawiają wielkie ilości kompozycji i mogą z tego powodu negocjować cenę bez utraty jakości. Małe marki, żeby nawiązać do klimatu ich klasyków muszą zadowolić się surogatami, które przy ich skali są często droższe niż lepszej jakości składniki zamawiane w dużych ilościach przez duże marki.
Wszystko ma być mocne, lepkie, syntetyczne, tanie i trwałe – i to jest smutny przepis na sukces w dzisiejszym świecie perfum niszowych.
2. Małe marki, które bazują na wysokiej jakości składnikach, ale bez wiedzy perfumeryjnej. To tak jakby dać przypadkowej osobie na ulicy dostęp do najdroższych składników świata i kazać jej zrobić perfumy… To nie ma szans powodzenia (albo są one minimalne)
3. Są też stali, duzi wystawcy, których znamy od lat (Nicolai, Essential, Ella K, Giardini di Toscana, Lorenzo Villoresi itp.) i którzy są największą wartością tych targów. I tam jest sens szukania perfum jakościowych.
Do punktu 1) dodałbym jeszcze marki, które wyceniają się na 200-400 EUR za flakon, a prezentują jakość na poziomie niskiej półki lub klonów/odpowiedników/podróbek. To jest dla mnie totalnie nieporozumienie, które zwłaszcza widoczne jest w firmach w z regionu arabskiego. Często występują tu świecące od złota butelki, fikuśne pudełka i opowieści o tym, że to „najlepsze” perfumy świata…
Ostatnie marki, które pojawiły się w Impressium: Nortean, Bergamoss, Balchaud, Au Pays de La Fleur d’Oranger, Unika – nie były tam w ogóle reprezentowane. Pojawiło się jedynie La Closerie des Parfums, ale to jest w mojej opinii świetna firma.
Absolutnym zwieńczeniem tego wszystkiego był jeden Pan-Właściciel, który szczerze przyznał, że próbował budować swoją markę od lat i tworzył autorskie kompozycje, ale mu to nie wyszło. Zaczął więc tworzyć tanie odpowiedniki i nagle jego biznes eksplodował. Oczywiście, mowa o marce arabsko-niszowej… Odkryłem też markę węgierską, która ma dokładnie ten sam model – oni nawet się nie kryją z tym, że robią podróbki innych firm w cenie 100-150 EUR za flakon.
Idzie to w złym kierunku…
Zaznaczam, że jest to moja tylko opinia.
Dostałem też kilkadziesiąt próbek, które tylko potwierdzają, że nie jest dobrze…



