
Jest to zapach szalenie użytkowy i noszalny.
Matiere Premiere Metal Lavender pozornie jest połączeniem olejku lawendowego z toną zakurzonych molekuł piżmowych, ambrowych i a’la ISO E Super. Ale tak wcale nie jest. Zapach łączy klasyczne brzmienie tytułowej rośliny z czymś nieuchwytnie metalicznym, czystym, trochę żelazkowym. Jest w tej kompozycji coś mokrego i chłodnego. Trochę czuć to tak jakby para z żelazka została skierowana na zamrożoną lawendę i kostki lodu. To też generuje skojarzenia z szyprem, ale nie w sensie aromatu, a bardziej efektu dystansu, wyższości i elegancji.
Jednocześnie jest tu też gazowana woda lawendowa podawana ze skórką cytryny. Później podczas noszenia można odkryć wątki przypominające mentol lub kamforę, a jednocześnie Metal Lavender nigdy nie wchodzi w tony klasycznej, retro lawendy z babcinej szafy. Jeśli już mielibyśmy wspominać o takich tonach, to raczej w kontekście salonu barberskiego, który został zamknięty z powody mrozu na dalekiej Syberii.
Jeszcze dalej mogę zaobserwować pewne ocieplenie i wygładzenie kompozycji, która staje się jakby wełniania i wygrzana. Trochę te etapy nawiązują do klimatu dawnych kostek Narciso Rodrigueza, choć też pojawia się w nich nuta kurzowa.
Zatem czuć, że Metal Lavender mocno podlano molekułami i w miarę upływu czasu efekt ten się stale umacnia kosztem zanikającej lawendy. Nie jest jednak tak, że nagle perfumy Matiere Premiere stają się złe lub niskiej jakości. Dalej widać tam pomysł, werwę i po prostu coś przyjemnego.
Opinia końcowa o perfumach Matiere Premiere Metal Lavender
To nowoczesny, chłodno-elegancki zapach, który z pewnością znajdzie wielu fanów. Rozpoczęcie ma zjawiskowe, ale bazę wyraźnie mniej spektakularną, choć dalej nie jest ona zła.

Kampania perfum Metal Lavender




