
Myślałem, że to będzie 0/10 i kolejny nudny słodziak-ulepiak.
Z powodu bardzo niskich oczekiwań zostałem dość pozytywnie zaskoczony, ponieważ perfumy Giorgio Armani I Will nie pachną tragicznie. To znaczy, że nie pachną też dobrze, ale lepiej niż mogłem przypuszczać. Oczywiście, są słodkie, ale nie aż tak jak np: Stronger With You czy męskie nowości spod szyldu Jean Paul Gaultier. Tutaj słodycz jest przygaszona i pokryta kurzem, który jednak nie jest tak inwazyjnie tani jak np. w Valentino Vandetta Uomo. Powiedzmy, że kurz Armaniego jest bardzo szlachetny, taki bardziej elegancki. Nie osadził się w kącie niemytej podłogi, ale na drogim garniturze.
Ważnym aspektem tej kompozycji jest akord fiołkowo-lawendowy o skórzanym zabarwieniu. Można go przybliżyć jako bardzo rozmyty temat Dior Fahrenheit czy może bardziej Burberry Touch for Him lub DSquared Original Wood (czy inne męskie produkty tej marki, bo tam ten motyw drewnianego fiołka często się przewijał). Gdyby to właśnie ten akord był akordem dominującym (a nie przykurzona wanilia), to mogliśmy świętować naprawdę dobrą premierę wśród męskich pachnideł.
Wadą I Will jest również to, że akord fiołkowo-lawendowy o podszyciu fougere słabnie w miarę upływu czasu. A coraz bardziej dominujące stają się akordy waniliowo-zakurzone. Natomiast pewnym plusem jest to, że w końcówce pojawiają się wątki bardziej cielesne, skórzane.
Nie jest jednak tak, że w bazie ten fougerowy sznyt jest tracony w 100%.
Opinia końcowa o perfumach Giorgio Armani I Will
To nie jest jakiś bardzo zaawansowany zapach. Prosta formuła, nie najgorsze brzmienie i sięgnięcie po akordy przeszłości, to wystarczające punkty, aby wystawić tym perfumom względnie wysoką ocenę. Do dawnych klasyków ma jednak wciąż daleko, więc traktuje je jako surogat. Nie ma tu bowiem niczego, czego wcześnie już nie było w znacznie lepszych odsłonach.
Natomiast doceniam też odwagę, żeby w premierze lat 20. XXI wieku zawrzeć temat znany sprzed 30 lat.

Kampania perfum I Will




