
Ta marka od wielu lat nie pojawiała się na blogu, choć ich dawne kompozycje potrafiły czarować. Kadzidło Andy Warhola czy New Haarlem to pewnego rodzaju klasyki. Wiele innych pozycji też było wysokiej jakości.
Dzisiaj jednak o ich najnowszej premierze – Bond No. 9 The Scent of Peace for All. W zasadzie nie pisałbym o tych perfumach, ale to ważny i krańcowy przykład zjawiska, które coraz mocniej zaznaczone jest w świecie niszy i zapachów luksusowych. Chodzi o to, że The Scent of Peace for All to katastrofalnie najtańsze połączenie molekuł piżmowych, drzewnych i owocowych. Nagle produkt o jakości najniższej półki (perfum za 20-50 złotych) jest prezentowany jako nisza za niemal 500$ za 100 mL.
Na początku widzimy zwiewne, delikatne cytrusy. Później pojawia się efekt kwiatowego, czystego piżma z wypłowiałą gruszką (a’la Versace Yellow Diamond). I tyle… Brzmi to oczywiście „ładnie”, ale totalnie generycznie i jednak nie kojarzy się z luksusem, ani sztuką perfumeryjną.
Opinia końcowa o perfumach Bond No. 9 The Scent of Peace for All
Najtańsze składniki pomieszano tu w prosty sposób, który przypomina najniższą półkę.

Kampania perfum The Scent of Peace for All

Wszystkie zdjęcia i informacje pochodzą ze strony bondno9.com



