
Bardzo rzadko piszę o perfumach, których w Impressium nie będzie.
A jedną z takim pozycji jest najnowszy zapach Majouri Couture Woods. Formalnie jest to kompozycja drzewna i oudowa, ale obok oudu czy jakiegokolwiek drzewnego olejku nawet nie stała. Jeśli ktoś pamięta kredowe Jour 3 i śliwkowo-oudowe Jour 9, to w Couture Woods można nazwać ich kolosalnie tańszym odpowiednikiem (w kontekście jakości, a nie ceny końcowej). Dodatkowo, nowa edycja została ugładzona, żeby nikogo nie urazić.
Zapach rozpoczyna się pyłową nutą męskich, drzewnych molekuł, którym towarzyszy od razu woń rozcieńczonej lemoniady z aromatem czerwonych owoców. W spisie nut czytamy o malinie, ale to obok maliny nawet nie stało. Później z tych zakurzonych molekuł tworzy się równie syntetycznych akord kaszmirowo-oudowy.
Opinia końcowa o perfumach Majouri Couture Woods
Poza cytrusami na starcie nie widać tu niczego naturalnego. Całość jest tak niesamowicie zakurzono-owocowo-sztuczna, że aż zapiera dech w piersiach. Deklarowane w spisie nut cynamony, wanilie, drewna sandałowe to tylko element marketingowy.
I nie chodzi o to, że Couture Woods jest kompozycją komercyjną, bo Majouri ogrywało w ciekawy sposób popularne akordy (np. frezjowo-wodne Secret Love czy waniliowe Imperial Vanilla). Te perfumy są w mojej ocenie po prostu tragedią…

Kampania perfum Couture Woods




