
To mogłaby być kolejna premiera Hugo Bossa lub Avonu
Quentin Bisch zrobił pachnidło sztuczne, wtórne, które nie wyróżnia się na rynku. Nie jest też podobne do jego poprzednich, bardziej niszowych premier. Doszukiwanie się nawiązań do Bois Imperial, Ganymede czy Kenzo EdT Homme Intense będzie raczej błędne. To znaczy sam charakter może gdzieś tam podobny, ale nuty zupełnie nie brzmią tożsamo. Perfumy Issey Miyake Le Sel d’Issey możemy zatem opisać jako świeże, męskie, drzewno-zielone (tak jak wspomniane wyżej), lecz wykonane na tragicznej jakości składnikach. Nie doświadczymy też tutaj powiewu molekularnej nowoczesności.
To zapach oparty na kanonie drzewno-zakurzonym sprzed kilku-kilkunastu lat. Dochodzi do tego akcent sportowy. I tyle… Kompozycja jest linearna i nudna. Bazuje na popularnych składnikach syntetycznych i podąża śladami najtańszej męskiej półki.
Brakuje jej też kunsztu wielkiego klasyka tej marki – L’Eau de Issey Pour Homme.
Opinia końcowa o perfumach Issey Miyake Le Sel d’Issey
Porażka. Zapach wtórny, chemiczny po zbóju i pachnący po prostu tanio.

Kampania perfum Le Sel d’Issey




