
A teraz mogę chyba powiedzieć o małym, ale jednak pozytywnym zaskoczeniu (takim mini-mini).
Michael Kors Pour Femme Absolu dalej należy do rodziny różanych słodziaków (tak jak klasyczne Michael Kors Pour Femme), ale tutaj przynajmniej coś się zadziało ciekawszego. Początek jest bowiem pudrowo-gruszkowy. Nie jest to grusza soczysta. Nie jest to w ogóle owoc. Bardziej pachnie jak gruszkowy cukier-puder. Jest miękko, ciepło, ale nie na przy tym nudy. Zapach ma bowiem pewną kwaskowość i ostrość. Ten start robi wrażenie pozytywne. Jest w nim też coś molekułowo-mlecznego z cieniem bakartowym. To jednak detal.
A później robi się gorzej. Kompozycja staje się różano-zasłodzona w klimacie klasyka, ale bez jego niezłych, paczulowych elementów. Tony gruszkowe umykają i zostaje ta mocna, chemiczno-ulepna baza, która zaczyna się w sercu tak naprawdę. Gdyby ten początek udało się jakoś przenieść, albo jego jakość utrzymać w dalszych częściach, to byłoby to wspaniałe doznanie.
Nie widzę zatem sensu w szukaniu na siłę zalet kompozycji, kiedy kolekcja Armani Si oferuje te wrażenia na znacznie wyższym poziomie. Podobnie, ale lepiej temat potraktowano też w Lancome Idole Now, wariacjach La Nuit Tresor i La Vie Est Belle czy różowych bucikach Caroliny Herrery.
Opinia końcowa o perfumach Michael Kors Pour Femme Absolu
To zapach nieco lepszy od pierwowzoru, ale dalej słaby.
Gdyby połączyć początek tej wersji i paczulową końcówkę pierwszej wersji, to wyszłoby coś naprawdę fajnego…

Kampania perfum Pour Femme Absolu




