
Dzisiaj na blogu debiutuje nowa marka.
Przyznam zupełnie szczerze, że do tej pory nie testowałem rzetelnie żadnych perfum tej firmy. Być może wynika to z tego, że jest to producent kojarzony z zapachami do wnętrz, świecami i innymi bibelotami. I pewnie stąd moje zachowawcze podejście. Okazało się jednak, że to błąd. Trudon Carmen – ich najnowsza kompozycja – to zapach ekstremalnie ciekawy i odważny jak na współczesne standardy niszowych perfum. To woń wyraźnie retro, która nawiązuje do męskich klasyków fougere z lat 50., 60., i 70. W krzywdzącym uproszczeniu mógłbym napisać, że to perfumy „z brodą”.
Początek mają bardzo charakterystyczny. Barber otoczony mchem i cofnięcie się w czasie o 60-70 lat. Jest czysto, chłodno. Czuć rześkość zmrożonej brzytwy. Jest wątek fougere z kumaryną, ale obok niego od razu czuć tony zimnej paczuli z dodatkiem mchu. Chanel Antaeus, YSL Kouros, Van Cleef Tsar, Robert Piguet Bandit czy w pewnym stopniu nawet Daniel Hechter Caractere – w takich klimatach poruszamy się w tej kompozycji. Przynajmniej w pierwszych godzinach.
Z czasem ten oldskulowy vibe przygasa, temperatura rośnie, a brutalny obraz staje się bardziej gładki i przyjazny. To wcale nie jest wada. Carmen podąża w stronę orientu i nut cielesno-ciepłych. Dalej paczula wydaje się być składnikiem pierwszego planu, ale traci swój ostry, szczurzo-piwniczny twist.
W pewnym uproszczeniu mógłbym napisać, że rozwój Carmen polega na przejściu od ostrych, szyprowo-fougerowych wątków męskich po ambitny, bogaty, ale bardziej zmysłowy orient kobiecy w stylu Opium, Obsession czy czarnej Coco (tej dawnej, nie Coco Noir). W dzisiejszych czasach takie komponowanie perfum to naprawdę wyczyn. Z drugiej strony warto zaznaczyć, że Trudon nigdy nie sięga obszarów typowo damskich, choć w nie właśnie się kieruje. Nawet w tej bardziej przyjaznej bazie ma w sobie męski sznyt. Obok paczuli i ciepłego orientu pojawia się tam tytoń, ale w wersji dawnych tytoniowców. Absolutnie żadne Tobacco Vanille, Vanille Havane czy Herod. To już bardziej tytoń niezapalony, dopiero schnący lub tytoń z papierośnicy.
Niewątpliwym plusem tej wody jest też to, że zachowuje szlachetny wydźwięk od początku do końca. W dzisiejszych czasach to nie jest oczywiste. W tej najgłębszej bazie zyskuje też odcień cielesnego ciepła, mlecznej skóry i czegoś miękko-pudrowego. To jednak drobny detal. Paczula jest składnikiem głównym przez cały czas.
Opinia końcowa o Trudon Carmen
Piękny, arystokratyczny zapach, który nawiązuje do wielkich klasyków minionych lat. Jest dla mnie bardzo dużym, pozytywnym odkryciem.

Kampania perfum Carmen




