
Nie wiem dlaczego, ale jakoś miałem oczekiwania, że nowa kolekcja marki Mugler to będzie coś na kształt niszowych skarbów gourmand.
I pewnie dlatego moje rozczarowanie jest tak spore. Na tapet wziąłem ostatnio Pistachio Praline i w kategorii perfum pistacjowych jest to premiera nawet nie średnia. Nie jest też jakoś potwornie zła, ale pachnie na pewno sztucznie. Na początku jest tłusto-orzechowa, mocna, gęsta, lecz to tylko wrażenie na maksymalnie 2-3 minuty, żeby zachęcić do zakupu. Później wchodzi w tony nieco herbaciane. I to jest najlepsza frakcja, kiedy słodkie pistacje są wrzucone do chłodnej, ciemnej herbaty. Następnie kompozycja staje się waniliowa, ale w tanim stylu. Pojawia się kurz, białe piżmo i jakieś tanie drzewno-ambrowe molekuły. Czasami tylko zrobi się z tego coś biszkoptowego. Na nieszczęście, ten efekt jest słabo zaznaczony i nie przechyla szali.
Opinia końcowa o Mugler Starlicious Pistachio Praline
Kiedyś w podobnej konwencji zrobiono perfumy DKNY Cool Swirl, ale tamte były znacznie lepiej wykonane.
Jeśli ktoś spodziewa się perfum o jakości Angel/Alien/Aura/Womanity, to ta seria nawet nie jest w połowie tak dobra. Tutaj to bardziej pistacja z taniej drogerii, a nie produkt luksusowy.

Kampania perfum Pistachio Praline




