
To bardzo ciekawe podejście do lekkości i czystości w ekstremalnie subtelnym wydaniu.
Shiseido Zen Essence to z pewnością perfumy, które celują w rynki azjatyckie. Tam głośne zapachy są oznaką agresji i braku kultury. Kto jednak myśli, że to bezwyrazowe, chemiczne pachnidełko, ten jest w błędzie. Co więcej, oficjalne opisy też nie do końca oddają istotę tych perfum, ponieważ dokładne testy ujawniają złożoność i bardzo szerokie spektrum wrażeń.
Dość powiedzieć, że kompozycja może kojarzyć się z zieloną herbatą, świeżymi pąkami róż i dojrzałymi cytrusami. Każde z tych wrażeń jest jednak pokazane przez pryzmat czystego filtra o zapachu drogiej pielęgnacji. Gdyby jakaś luksusowa marka chciała wykonać aromat herbaciano-cytrusowo-kwiatowy, to mógłby on pachnieć właśnie jak Zen Essence.
Mimo wielkiej delikatności, są to perfumy żyjące, w których można zaobserwować frapujący ruch poszczególnych składników. Wątki kosmetyczne mają na przykład bardziej metaliczno-apteczny wydźwięk na początku. Później są bardziej pudrowe i chłodne, a w bazie nabierają waniliowego sznytu z nutą zasypkową. Na każdym etapie są jednak czyste i subtelne. Dodatkowo, nie wchodzą w obszary tanie, chemiczno-zakurzone, choć musimy mieć świadomość, że perfumiarze tego typu efektów składnikami naturalnymi nie osiągną. Nie zmienia to faktu, że całościowo zapach ma naturalny charakter.
W bazie pachnie bardziej tłusto, trochę jak maść, a trochę jak bezzapachowa pomadka do ust (tego typu pomadki są bez aromatów, a mają tylko swój własny zapach). To jednak nie jest w żaden sposób chemiczne czy drażniące, a właśnie kojące. W ciemno zgadywałbym, że to molekuły drewna sandałowego, ale nie ma tej nuty w spisie. Jest jednak takie wrażenie.
Opinia końcowa o perfumach Shiseido Zen Essence
Zen Essence to bardzo udane, ale też bardzo ciche perfumy. Myślę, że znajdą swoich fanów.
I dodam, że to nie jest typowo kobiecy produkt. Ta czystość jest w zasadzie uniseks.

Kampania perfum Zen Essence




