Właśnie się zastanawiałem czy nie pogonić wszystkich butelek perfum i nie zostawić tylko jednych, tych najbardziej „moich”. Sprawa dość karkołomna, bo jak tu skreślić tony zapachów, które przecież już z definicji są „moje”. Kupiłem przecież nie próbkę i nie dekant, ale cały flakon. Z pomocą przyszedł (jak zwykle) papier. Wypełniona listą perfum kartka szybko pokryła skreśleniami, ale summa summarum zostało na niej i tak zbyt dużo nie skreślonych pozycji a i na te skreślone patrzyłem jak szczerbaty na marchewkę. Co ciekawe mam na półce sporo zapachów, których nie używałem od ponad pół roku i wciąż nie mogłem się z nimi rozstać. Z innej strony, pozbyłem się wielu perfum, które uważam za bezsprzecznie swoje choć długo ich nie używałem. Za tym idzie jakaś obawa, że mógłbym skreślić z kartki zapach mój i później zostać bez tego „niezbędnego” ogniwa, kiedy uczucie do zapachu odżyje. Pozostaje jeszcze kwestia żyłki kolekcjonerskiej, bo przecież sporo flakonów to nieprodukowane unikaty lub rzeczy nie wycofane, lecz trudne do zdobycia. Kiedyś miałem dekant 10 mL kadzidła Kamali, który poszedł w świat i po jakimś czasie odezwała się tęsknota za tym okropnym dymem. Tym czy innym sposobem zbiór perfum puchnie, nadyma się do olbrzymich rozmiarów i zajmuje całą dostępną przestrzeń. Jak ktoś ma silną wolę to może ciachać, ale obcięcie do jednego flakonu chyba nie jest możliwe.
W moim wypadku najbliższy zostania „jedynym” był Amoauge Jubilation XXV, ale ostatecznie nim nie został, bo nie wyobrażam sobie użycia tego zapachu na korcie lub podczas codziennych sytuacji. Wtedy mógłby
stracić swoją magię, która mnie wzięła. W końcu nawet brylanty mogą spowszednieć jeśli ktoś w nich pływa bez ograniczeń. Z innymi perfumami było tak, że są albo „za ciężki”, albo „za lekkie”, albo „to”, albo „tamto”. Choć jak się teraz dobrze zastanawiam to sytuacja trochę przypomina osła, któremu w żłoby dano. Tylko, że my perfumoholicy nie zdychamy z powodu różnorodnego menu… i siano, i owies, i pszenica, i proso, i sorgo, i maniok, i bataty, i ziemniaki, i trawka taka i owaka, i żyto… Bogaty jadłospis to podstawa, nawet dla nosa. Więc chyba nie warto prowadzić takich rozmyślań jak moje. Skoro nie potrafię się ograniczyć, to po co to robić.
Fot. nr 1 z fotolia.com
Fot. nr 2 z kufafle.pl



