
Tegoroczna limitowanka to zapach, o którym można powiedzieć, że jest z jajem.
Mocno lawendowy start to coś, co wyróżnia tę premierę z całego mainstreamu. Lawenda brzmi naturalnie, ostro, ziołowo. Podobny zabieg zastosowano w damskich Burberry Goddess Parfum i to zawsze zasługuje na pozytywną ocenę. W świecie ugrzeczniania lawendy i robienia z niej czegoś, co nie przypomina naturalnej formy, taka kreacja akordu głowy jest niczym objawienie. Szkoda tylko, że nie trwa dłużej. Podobnie jak w damskiej propozycji Burberry, Jean Paul Gaultier Le Male In Blue szybko traci ten wątek. Lawenda jednak zmienia swoją formę, a nie znika całkowicie.
Staje się słodsza, bardziej fougerowa i w stylu klasycznego, kurkdjianowskiego Le Male. Ale absolutnie wersja In Blue nie jest ich kopią. Oprócz tego znanego wątku, pojawia się znacznie trudniejszy elementy miętowo-anyżowy, likierowy, absyntowy wręcz. Rośnie poziom słodyczy. Pojawia się też gęsty kwiat pomarańczy w stylu Kurkdjiana. Efekty i gra nut robią naprawdę wielkie wrażenie.
W następnych sekundach i minutach można odkryć też wątki amolowe, korzenne, rozgrzewające i chłodzące jednocześnie. Zapach łączy ciepło i pewną kamforowość lub wrażenie olejku eukaliptusowego. Gdzieś dalej można poczuć woń rozgrzanego żelazka rodem z szałwiowego Hermes H24. Jeśli ktoś pomyśli o warsztacie golibrody i dawnych zakładach fryzjerskich, to też nie będzie to błędem.
Zachwyca mnie baza, która jest trochę jak miętowe czekoladki, trochę jak pomada do włosów, a trochę jak mieszanka Mugler Amen i Lolita Lempicka Au Masculin. Do tego dochodzi syntetyczny akord sandałowo-waniliowy, który wymyślono w latach 90. na potrzeby męskich premier niskiej i średniej półki. Natomiast w przypadku Le Male In Blue to wszystko ma trochę szalony klimat i pasuje do siebie. Po prostu te syntetyczne nuty bardzo dobrze współgrają i tak po prostu ma być.
Opinia końcowa o perfumach Jean Paul Gaultier Le Male In Blue
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że perfumy te należą do grupy słodziaków-ulepiaków. Nie są jednak kopią żadnych z obecnie dostępnych nowości czy w ogóle premier ostatnich lat. Są zrobione z pomysłem i werwą. Według mnie stanowią bardzo dobrą interpretację na temat klasycznych Le Male. To powiew czegoś nowego na półkach współczesnych perfumerii.
Natomiast bez wątpienia jest to kompozycja trudna dla współczesnego, statystycznego klienta perfumerii sieciowej. Tony anyżowo-miętowo-czekoladowe i amolowe to duży kaliber w latach 20. XXI wieku.

Kampania perfum Le Male In Blue




