Jeden z młodszych „sklepów z pomysłem” (concept store) w Warszawie, choć bez wątpienia jeden z tych bardziej „concept” niż „store”. To dobrze. Atmosfera kreowana w takim miejscu nie
będzie odpowiadać każdemu, ale o tej cesze miejsc niszowych już pisałem jakiś czas temu. Wystarczy zresztą przeczytać parę opinii na internetowych forach, żeby się przekonać o swoistej segregacji ludzi na tych, którzy „wejdą” i „nie wejdą”. Czasami mnie to bawi, czasami zastanawia, co nie zmienia faktu, że to ten podział dokonuje się tylko w głowie potencjalnego klienta.
Butik znajduje się na Koszykowej 1(EDIT 06.12.10: teraz na Chopina 5B)- prawie tam, gdzie sklep RS1 z zapachami Comme des Garcons, lecz jeszcze parę metrów dalej w stronę pl. Na Rozdrożu. Patrzeć trzeba uważnie, bo nie wrzeszczy Horn & More na prawo i lewo o swojej bytności. Po przekroczeniu progu jest zupełnie inaczej i gdyby w tym miejscu były tylko zapachy to taka perfumeria mienić by się mogła najlepszym designem, który bije na głowę nawet Galilu. Atmosfera Noir de Noir, ale wyszukana. Nie będę zanudzał o tym co tam jest a czego nie ma i przeglądał całego asortymentu, bo jest to magazyn o perfumach. Dla nas przeznaczony jest poziom 0 z podświetlanymi półkami, regałem i drewnianym stelażem.
To pachnące eldorado, choć trzeba czasu, żeby to wszystko jakoś sensownie ogarnąć. Marka, która wybitnie stapia się z hasłem przewodnim Horn & More- „Sexy people love sexy objects”, to oczywiście Etat Libre d’Orange– Wolny Stan Pomarańczowy.
Kraina, gdzie zapachy żyją własnym życiem danym od nieograniczonych kajdanami marketingu twórców- szalonych nosów. To bezsprzecznie najciekawsza i najbardziej różnorodna z niszowych marek w koncepcyjnym butiku, choć wspomnieć należy i o Tann Rokka. Dwa zapachy tej marki: Aki i Kisu to kompozycje o dość ugruntowanej pozycji, choć nie jest to już coś tak innowacyjnego jak Wolny Stan Pomarańczowy. To mój magazyn, więc pozwolę sobie na pewną dozę subiektywizmu stwierdzeniem, że najbardziej wartościową marką w ich portfolio jest Hotel Costes. Zobaczyć całą serię zapachów, pielęgnacji, room sprayów i umrzeć. Do tego dodam, że są w niewygórowanych cenach, choć kompozycje Costes 1 i Costes 2 dostępne są tylko w wersjach bakelitowych z atomizerem, więc w najdroższych z możliwych opakowań (koszt 380zł/100ml). Niestety nie mają costesowych czekoladek, które są przepyszne. Obok słynnego
paryskiego hotelu Panowie z Horn & More sprowadzili nad Wisłę Histoires de Parfums, choć póki co nie ma tuberozowego trio i Moulin Rouge (kwestia miesięcy). Marka zajmuje regał w głębi i można zapachy poznawać w dość interesujący sposób, bo przez lejki. Na tym perfumeryjne marki się kończą, ale zapachowe nie.
Kwestią czasu jest zakup przez mnie herbat Mariage Freres, które zachwala mi mnóstwo nie-perfumeryjnych osób i raz miałem okazję spróbować. Pachniała wybornie.. Empirycznie polecam również męską niszowa pielęgnację- Gentlemen’s Tonic i serię gadżetów YesFORLove oraz przed wszystkim moją ulubioną bieliznę Williama Bakera, ale nie wiem jaki jej wybór jest w Horn & More. Z męskiej bielizny jest również Grigio Perla, lecz jej nie nosiłem, więc sądzić nic o niej nie mogę.
Polecam, polecam całym rozumem i całym sercem. Ceny nie zwalają z nóg, ale sporą część produktów można upolować w zagranicznych butikach taniej, choć przy kosztach zagranicznych przesyłek i potencjalnego cła lepiej kupić w Horn & More. Atmosfera nie do podrobienia i koncept nie gorszy.
Horn & More
Adres: ul. Chopina 5B
Otwarte: poniedziałek-piątek 11-19, sobota 11-16
Marki perfumeryjne: Etat Libre d’Orange, Histoires de Parfums, Hotel Costes, Tann Rokka, Jacques Zolty
Polecam przy okazji: herbaty Mariage Freres, pielęgnacja Gentleman’s Tonic, bielizna męska William Baker i gadżety łóżkowe YesFORLove
Posiada wyróżnienie „Skrzydła Albatrosa”.
Ryc. nr 1 z hornandmore.pl
Ryc. nr 2 i 3 z ototrend.pl
Ryc. nr 4 z fragrantica.com



