
Nowe perfumy sygnowane logo najbardziej znanej francuskiej marki to zawsze wielkie premiery, na które czeka mnóstwo osób.
Chanel Gabrielle Essence bez wątpienia wpisuje się w ten trend i w te wielkie nadzieje, że następne perfumy też będą arcydziełem. Pewnym, małym jednak, problemem mógł być dość bezpieczny i wyzbyty z klasy obraz pierwotnej wersji Chanel Gabrielle. Wpływ na takie postrzeganie mógł mieć fakt debiutu obok znacznie lepszych (pod względem jakości) premier konkurencji: Twilly d’Hermes i Gucci Bloom.

Nowa wersja nadrabia te braki. Olivier Polge nadał jej charakteru. Oczywiście, wciąż obraz kompozycji jest dość bezpieczny i wprost nawiązuje do protoplasty. Znajdziemy tu jednak wiele detali, które cieszą nos. I rozpatrywałbym odsłonę Essence jako klasyka, który przeszedł choroby wieku dziecięcego. Mam wrażenie, że naprawiono w nim wiele defektów. Nie wszystkie, ale część na pewno.
Zapach jest kwiatowy, ciepły i zachowawczy. Tony owocowe, szamponowe i metaliczno-syntetyczne w ogóle nie występują lub ich natężenie jest znacznie mniejsze. To zaleta. Kwiaty nabierają przez to nieco bardziej naturalnego wydźwięku. Słusznie w zasadzie powiedzieć: „mniej syntetycznego”. Są w pewien sposób kremowe, słoneczne. Mogę być też odebrane jako klasycznie zmysłowe. Ich plusem jest to, że żyją na skórze i obok głównego obrazu możemy wyciągnąć niuanse zielone, soczyste, pudrowe. To malutkie szczególiki, które jako całość są mocnym punktem kompozycji.

Problemy wracają w bazie. I choć generalnie Chanel Gabrielle Essence są mniej chemiczne od klasyka, to w bazie wypadają równie marnie. Najpierw, w późnym sercu, tracimy misterny akord kwiatowy. Staje się on syntetyczną, masową koszmarą. W fundamencie dochodzi do tego dramat utrwalaczy i zakurzonych imitacji olejków drzewnych oraz piżm.
Śmiem twierdzić, że koszt samej kompozycji zapachowej Gabrielle i Gabrielle Essence jest najmniejszy w całym portfolio Chanel. Ten porażający efekt widać zwłaszcza, kiedy zestawimy nowe perfumy z końcówkami (w sensie z bazami) Coco Mademoiselle, No. 19 czy Coco, że o No. 5 nie wspomnę.
Początek Gabrielle Essence dawał nadzieję na świetny zapach. W mojej opinii jest znacznie lepiej wykonany i naprawdę ciekawy. Natomiast później poziom stopniowo spada i kończymy w objęciach masówki z niskiej półki.

Opinia końcowa o Chanel Gabrielle Essence
Mogę się mylić, ale prawdopodobnie są to najbardziej komercyjne i nastawione na szybki zarobek perfumy Chanel. Zakładam, że poprawiony akord głowy i serca był wynikiem czystej kalkulacji i tego, żeby w większym stopniu uwodzić nosy kobiet podczas testowania w perfumerii.

Kampania perfum Gabrielle Essence
Tym razem Kristen Stewart została zastąpiona Margot Robbie. Efekty zobaczycie poniżej, ale według mnie wygląda to znacznie, znacznie lepiej.
W klipie wykorzystano wielkie przebój Beyonce – Halo.





