25 maja 2011

The Different Company Pure Virgin — raczej młoda matka

Posuwamy się coraz dalej w nazewnictwie perfum. W przypadku The Different Company jest to jednak o tyle dziwne, że firma stawiała wcześniej na prostotę i jednoznaczne skojarzenia. Znamy Bois d’Iris, Bergamote, Osmanthus itd. Na dobrą sprawę Pure Virgin też mógłby mieć taką nazwę.  Coś w stylu Ranne Piżmo byłoby odpowiednie według… Czytaj dalej… mnie (oczywiście po przemianowaniu na francuski). Do mojej wymyślonej nazwy bardzo pasują też słowa producenta o kompozycji. Według niego perfumy powstały jako zapach świeży, elegancki, uniseksualny i łatwy do noszenia. Miały być tak przyjemne i komfortowe jak czarna sukienka lub koszula z pomiętej bawełny, a przy tym luksusowe i eleganckie. Jak się okazuje, jest jednak trochę inaczej.

Bo są mleczne i dziecinne. Pachną kremem Nivea, zasypką dla dzieci, kaszą manną. W kategorii tych zapachów są naprawdę dobre. Bardzo podoba mi się brak klasycznej piramidy zapachowej. Pure Virgin przez cały czas obecności na skórze zmienia się w obrębie znanych nut. Nie pokazuje nowych składników, ale nowe zestawienia tych, które już były. To ciekawy zabieg. Tym bardziej, że wszystko kreuje się w atmosferze niesamowitej miękkości. Pod tym względem perfumy te przypominają Le Pot Aux Roses i Love, Chloe.

I niestety muszę to powiedzieć, ale w Pure Virgin nie czuję nut jako takich. Odbieram zapach na zasadzie skojarzeń, o których pisałem wcześniej. Nie są to do końca moje klimaty, ale doceniam pracę Celine Ellena (na zdjęciu). Przy okazji warto wspomnieć, że kompozycja ta jest jej pożegnaniem z marką The Different Company. Po niej za sterami usiądzie Bertrand Duchaufour. Pierwszy zapach ponoć już jest gotowy, a nosi nazwę Oud Shamash.

Nuty: róża, piżmo, kwiat lnu, drewno cedrowe, kandyzowane owoce
Rok powstania: 2011
Twórca: Celine Ellena
Cena, dostępność, linia: za 50 mL zapłacimy około 450 zł

Fot. nr 2 z niro.com
Fot. nr 3 z aufeminin.com

Pozostałe recenzje

14 października 2026

Bond No. 9 The Scent of Peace for All (IFF)

Ta marka od wielu lat nie pojawiała się na blogu, choć ich dawne kompozycje potrafiły czarować. Kadzidło Andy Warhola czy New Haarlem to pewnego rodzaju klasyki. Wiele innych pozycji też było wysokiej jakości. Dzisiaj jednak o ich najnowszej premierze – Bond No. 9 The Scent of Peace for All. W zasadzie nie pisałbym o tych […]

Dołącz do dyskusji

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Anonimowy
Anonimowy
15 lata temu

Jak Love Chloe to śmierdziel