Dla tych, którzy podobnie jak ja nie zdążyli na premierę tegorocznej edycji limitowanej Angel (o Alien Or d’Ambre pisałem już kilka tygodni temu) mam dobre wieści. Pewne ilości Ocean d’Argent pojawiły się w sieci Superpharm. I dzięki uprzejmości miłej pani konsultantki, która pozwoliła na zrobienie próbki, dziś prezentuję Wam Srebrny Ocean. Zacznę od tego, że nie podoba mi się…
Z przykrością muszę stwierdzić, że letnie wariację Angel są coraz słabsze. W roku 2009 była zaprezentowana całkiem dobra wersja Legere, później słaba Laguna… No i teraz beznadziejnie płytki Ocean d’Argent. Najgorsze jest to, że występują tu tony męskich, białych piżm, które były zjawiskiem nieznanym w dotychczasowej twórczości marki Thierry Mugler. To one niosą straszliwie chemiczny, krochmalny akord do kompozycji nasączonej rozcieńczonymi cukierkami waniliowymi. Gdzieś w otchłaniach Ocean d’Argent widniej obraz klasyka, ale w tych warunkach jest ono tylko karykaturą.
Czyli Ci, którzy nie zdążyli poznać wiele nie stracili.
Nuty: kumkwat, akord morski, paczula, wanilia, akord kwiatowy
Rok powstania: 2011
Twórca: b.d.
Cena, dostępność, linia: produkt limitowany na rok 2011; pierwotnie w sieci Sephora; do dostania też w internecie i Superpharm; woda toaletowa o pojemności 50 mL
Trwałość: bardzo dobra; 8-9 godzin




