
Czasami sam kupuję w ciemno niektóre perełki. Skutki bywają różne. Frais&Monde, dla przykładu, okazało się porażką (kilka jeszcze przede mną).
Atkinsons 1799 Gentle Camelia jest jednak znacznie ciekawszym zapachem. To czyste, lekkie kwiaty, ale o naturalnym wydźwięku. Mnie skojarzyły się z lilakami, ale nie wiem, czy to zasługa sugestii kolorem, czy faktycznie próbowano zamknąć tam tę nutę.
Kompozycja jest świeża i prosta. Nie zmienia się zanadto, lecz główny wątek sprawuje się bardzo dobrze. Kwiatowy akord ma pewne tony zielone, wodne. Widać, że roślinki są mięsiste i obficie podlewane. Kwiaty pozbawione są za to tonów pudrowych, drzewnych czy takich infantylnie chemicznych. Oczywiście, trudno oczekiwać, żeby ta mgiełka powstała ze składników naturalnych, ale wydźwięk całości nie jest bardzo syntetyczny. Jedynie w bazie minimalnie wzrasta poziom zakurzenia. Nie jest to jednak wielka wada.
Atkinsons 1799 prezentuje zapach po prostu miły, w 100% kobiecy i przyjemny dla nosa. Mgiełka na skórze trzyma się spokojnie 4-5 godzin, co jest wynikiem niezłym, a przez 3-4 prezentuje wysoki poziom akordu kwiatowego. Później, niestety, gra wchodzi w obszar bardziej piżmowy, ale tragedii nie ma.
Opinia końcowa o Atkinsons 1799 Gentle Camelia
Dla mnie pachnie jak chłodny bez (lilak) zgnieciony z liśćmi. Bardzo dobrze zrobiony akord, chociaż jednostajny. Jego przestrzeń to rekompensuje, ponieważ oprócz typowych tonów znajdziemy też podtony soczyście zielone, minimalnie słodkie, ale też kwaskowe i cierpkie.





