
Powoli udaje mi się kompletować linię Secrets d’Essences. Nie łudzę się, że znajdę ich Irysa i Różę, ale przynajmniej kilka innych kompozycji zachowam.
Jestem w autentycznym szoku i smutku, że coś takiego w ogóle się wydarzyło. Ta linia prezentowała poziom godny butikowych pozycji Guerlain, co jest czymś niewyobrażalnym biorąc pod uwagę jej cenę. Myślę, że jej komercyjne kłopoty wynikają z tego, że obecnie na masowym rynku (a Yves Rocher to nie nisza) wszystko musi być proste, toporne i mniej finezyjne. Na sztukę jest coraz mniej miejsca. Czego jednak oczekiwać, kiedy młodzi ludzie ery Instagrama za idolkę mają Martę Linkiewicz, a o Joannie Moskowicz słyszało tysiące razy mniej nastolatków. Tego typu zjawiska występują nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.
Dzisiaj o perfumach Yves Rocher Voile d’Ambre. W mojej opinii jest to najbardziej złożony, najbardziej perfumeryjny i wielowątkowy zapach w historii tej kolekcji. Porównać mógłbym go tylko ze znacznie droższymi i luksusowymi kompozycjami z Gucci Eau de Parfum, Ormonde Jayne Tolu czy Yves Saint Laurent Opium na czele. To niemal idealne złożenie tonów balsamicznych i przyprawowych. Przy tym wszystkim nie jest to kompozycja dziwaczna lub ekscentryczna. Emanuje zrównoważoną mocą kobiecego piękna.

Jest kadzidlany, ale bez tonów kościelnych czy smolistych. Jest przyprawowy, ale nie jest agresywny. Już od pierwszej nuty ma formę wygrzanej, przyjaznej skóry obsypanej lekką słodyczą przypraw. Tony drzewne, choć deklarowane w bazie, również są wyczuwalne od początku. Niby zdają się kremowe, ale są w nich zatopione drzazgi.
Perfumiarz, Olivier Pescheux, mówi, że zielona mandarynka ma stanowić wstęp do dzieła, lecz nie do końca jest to tylko nuta otwierająca. Nie poczujemy bowiem w Voile d’Ambre klasycznego cytrusa. Te iskrzące, nieco kwaskowe molekuły zdają się wchodzić do środka balsamów i nadają im energii, mobilności. Przez to pozornie ciężkie perfumy (na podstawie piramidy) nabywają niesamowitej energii, przestrzeni i zmienności. Manewr ten zastosowano zresztą też w YSL Opium czy Estee Lauder Cinnabar.
Voile d’Ambre może być nazwany zapachem skórzanym, ponieważ i mirra, i opoponaks są używane do kreacji akordu skóry. W żadnej chwili nie poczujemy natomiast tonów zwierzęcych, naturalistycznych czy wręcz turpizmu. Yves Rocher utrzymuje swoje perfumy w obszarze wielkiej klasy i szyku, od początku do końca.

I ten koniec jest dla mnie czymś niezwykłym. Szlachetność bazowych nut jest na niewyobrażalnym poziomie. Pojawia się wówczas nieco więcej słodyczy. Żywice nabierają cielesności i stapiają się z ludzką skórą. Trudno powiedzieć, kiedy perfumy kończą pachnieć, a kiedy pachnie po prostu nasza skóra. Nie ma tam żadnych fałszów, kurzów czy plastików. Ten fundament godny jest perfum idealnych.
Opinia końcowa o perfumach Yves Rocher Voile d’Ambre
Absolutne arcydzieło, którego wartość chyba nigdy od czasów premiery nie została doceniona. Zawsze Voile d’Ambre było w cieniu innych pozycji z serii Secrets d’Essences. Najpierw wszyscy zachwycali się Różą, później Vanille Noire, następnie Accord Chic i Rose Oud.
Wielka szkoda, że to już koniec…





