
Lekkie, białe kwiaty w wydaniu kobiecym to jeden z najtrudniejszych tematów we współczesnej perfumerii
Zazwyczaj jest tak, że kiedy używamy naturalnych składników, to wychodzą nam perfumy o dużej mocy (absoluty jaśminu czy tuberozy to armaty). Kiedy je wygładzimy lub użyjemy syntetyków, to wszystko nabiera zakurzonego wyrazu. Są wyjątki, ale to potwierdza tylko tę regułę (moim wzorem w tej materii jest Van Cleef&Arples California Reverie – niby nijako kwiatkowy, a genialny w swoim wyrazie). Stąd dzisiaj o zapachu Gallivant Tel Aviv, który jest właśnie lekkim „kwiatowcem”.
Zapach ten powstał na podobnej kanwie co klasyki mainstreamu z Dior J’adore czy Daisy na czele. Sercem kompozycji jest róża i jaśmin, które podane są w formie naturalnych składników, ale o świeżym wydźwięku. Początek jest nawet kwiaciarniany i przypomina cięte rośliny z ich sokiem. Później Tel Aviv pozostaje kwiatowy, ale jednocześnie z nutą owocowej słodyczy. Formalnie to porzeczka i cytrusy, ale jest to niuans zbyt mały, aby bez czytania spisu nut to stwierdzić.

I w zasadzie mógłbym perfumy Tel Aviv ocenić na szybko na 6/10 i powiedzieć, że to dobry, lekko kwiatowy zapach, ale jedna rzecz go wyróżnia. I stanowi wielką zaletę. To ciepła, cielesna baza, która powstała na kanwie naturalnego absolutu z kwiatów liatry. Wnosi ona tony ciepłe, przyprawowe, drzewne, kremowe. Tel Aviv nie kończy się chemicznymi piżmami, które wieńczą większość perfum mainstreamy, a pięknie się wyzłaca. Baza tych perfum ma w sobie ten sam pierwiastek, który niegdyś odnalazłem w Pohadce. Ten fakt zbiera dodatkowe punkty.
Opinia końcowa o Gallivant Tel Aviv
To aromat białych, świeżych i kobiecych kwiatów podanych jednak bez chemiczno-zakurzonych utrwalaczy w bazie, a z odrobiną owocowej słodyczy. Przez to kompozycja jest bardzo odległa od klasycznego rozumienia „niszy”. Jej jakość jest bezdyskusyjna.
Przeglądam teraz międzynarodową prasę, archiwum, skany i to jest naprawdę fajne, że przy zerowym budżecie reklamowym Gallivant zyskał tyle pozytywnych opinii.
Brytyjski magazyn VOGUE o Tel Aviv
(tylko tutaj pozwolę sobie na małą ripostę do słów zawartych w brytyjskim VOGUE: Tel Aviv nie jest nawet w ułamku zapachem dymnym – to zapach świeżych kwiatów na dobrze zrobionej i przemyślanej bazie)




