
Dziś pora na pierwszy zapach z drzewnej części La Collection Particuliere
Givenchy Sans Merci łączy aromat whisky i wytrawnych akordów drzewnych, choć formalnie typowych olejków drzewnych w piramidzie nut nie znajdziemy.
Na tle poprzedników jest to kompozycja o dość prostej budowie, która nie zmienia się diametralnie. Whisky ma postać gorzką i suchą. To bardziej spalone dębowe beczki niż czysty trunek. I dodatkowo nie jest to akord dominujący, ponieważ ten tytuł należy do wetiweru. Tutaj ma postać mało zieloną, a bardziej drzewną. Myślę, że cały efekt „drzewności” Sans Merci to właśnie zasługa tej ingrediencji, biorąc pod uwagę, że zabrakło cedru czy sandałowca. Co więcej, zagrano nią bardzo ciekawie. Nie tylko pozbawiono wetiwer zieleni, ale też wątków słonych, korzeniowo-mokrych i smolistych (te ostatnie charakteryzują olejki i absoluty produkowane na Jawie). Został sam zdrewniały pęd.

Powiedziałbym też, że zapach ten bardzo pasuje mi do stylu Alberto Morillasa. Kto wąchał jego interpretacje tonów drzewnych, zapewne się ze mną zgodzi. Klimaty Gucci Guilty Pour Homme Absolute i Kilian Dark Lord są wyraźnie obecne.
W miarę upływu czasu Givenchy Sans Merci traci ten animusz i pokrywa się kurzem drzewnych molekuł. Nie ma też tej mocy i wyjątkowości, która charakteryzowała poprzedników. I tym sposobem dochodzimy do meritum – użycie ciekawych składników nie gwarantuje sukcesu i wysokiej jakości. To ważne, ale bez kreatywności i umiejętności nie wystarczy. Po ciekawym wstępie jesteśmy usypiani bezpiecznymi dźwiękami kompozycji.
Opinia końcowa o zapachu Givenchy Sans Merci
Dobry, rzetelnie wykonany zapach drzewno-alkoholowy, ale z przeciętną bazą.

Kampania perfum Givenchy Sans Merci




